Po przemierzeniu 150 km od Auckland – największego miasta Nowej Zelandii, wąskimi i krętymi drogami ciągnącymi się wśród lasu jurajskich paproci wreszcie docieramy do celu. Whangamata – powstałe w 1873 roku miasteczko na półwyspie Coromandel u wybrzeża Oceanu Spokojnego to ostoja ciszy i spokoju. W tym miejscu, prawie na końcu świata życie wygląda zupełnie inaczej.
‘Whangamata – o 17 zamykamy...’
Paulina Kanarek2006-12-17 14:09:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Artykul bral udzial w konkursie "Jest takie miejsce..."
organizowanym przez serwis internetowy Odyssei.com oraz tygodnik
"Angora"
Po przemierzeniu 150 km od Auckland – największego miasta Nowej Zelandii, wąskimi i krętymi drogami ciągnącymi się wśród lasu jurajskich paproci wreszcie docieramy do celu. Whangamata – powstałe w 1873 roku miasteczko na półwyspie Coromandel u wybrzeża Oceanu Spokojnego to ostoja ciszy i spokoju. W tym miejscu, prawie na końcu świata życie wygląda zupełnie inaczej.
Po zejściu z głównej ulicy Whangamaty kierujemy się w stronę plaży. Mijamy mnóstwo ‘domków letniskowych’ należących do mieszkańców Auckland i ku naszemu zdziwieniu trudno tu spotkać człowieka. Jednak po wejściu na plażę już wiemy gdzie spędza wolny czas tutejsza ludność. Whangamata Beach to najlepsza plaża do uprawiania surfingu w okolicy. Jesteśmy oczarowani widokiem pięknej plaży oraz skał w morzu, do których przy odpływie można dotrzeć na piechotę. To świetne miejsce na wypoczynek.
Po kilku godzinach wodnego szaleństwa na falach zaczynamy myśleć o obiedzie. Najlepsze miejsce to miejscowy supermarket, w którym można kupić wszystko co jest nam potrzebne do posiłku. Spotykamy tu wielu ludzi w strojach kąpielowych, ale już stałym widokiem jest brak butów wśród mieszkańców Whangamaty. Nam także udziela się nonszalancja i swoboda tubylców. Po prostu lato, słońce i luz...
Na popołudniowy spacer wybieramy się do... pobliskiej dżungli. Przechadzamy się wśród ogromnych, drzewiastych paproci, pozostałych z okresu jurajskiego. Idąc tą ledwie wydeptaną ścieżką dochodzimy do celu a naszym oczom ukazuje się kilkunastometrowy wodospad. Tutaj nie jest to nic nadzwyczajnego, jednak dla nas to naprawdę zachwycające miejsce. Warto dodać, że wycieczka do dżungli nie jest niebezpieczna, gdyż nie ma tutaj żadnych węży ani innych zwierząt, które mogłyby nam zagrażać.
Mimo iż czas płynie tutaj powoli, my musimy się spieszyć z jakimikolwiek zakupami, gdyż Whangamata jest zamykana o godzinie 17... O tej porze wszyscy są już dawno zaszyci w swoich domach. Nie ma mowy o dyskotece czy wieczornej imprezie. Trzeba zadowolić się dwoma barami, w których interes kwitnie tylko w weekend. Z Whangamaty można zrobić wiele wycieczek na okoliczne plaże. Każda z nich jest inna, każda ma w sobie coś, co sprawia, że nie chcemy stamtąd wyjeżdżać. Siedząc na jednej z nich można poczuć, że do szczęścia potrzeba naprawdę niewiele. Wiemy, że będzie nam brakowało otaczającej nas przyrody, urzekających krajobrazów a także codziennego powitania ‘kia ora’ (oznacza to w języku maoryskim ‘cześć’). Opuszczając Whangamatę każdy z nas czuje, że kiedyś tam powróci...
Zobacz zdjęcia:
Nowa Zelandia
Nowa Zelandia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























