Za sprawą zwykłej, małej karteczki, która umieszczona była w przewodniku Pascala, polecieliśmy w podróż marzeń do krainy uśmiechów, kolorów, zapachów i dźwięków. Tajlandia i Malezja to były miejsca, o których nawet baliśmy się śnić, dlatego na wieść o wygranej w konkursie zareagowaliśmy dość sceptycznie. Setki razy pytaliśmy organizatorów czy to dzieje się naprawdę, czy to nie żart. Dopiero gdy samolot wzbił się wysoko uwierzyliśmy, że ta bajka dzieje się naprawdę. Tuż przed wylotem spełniło się nasze kolejne marzenie, okazało się, że będziemy rodzicami! Tak więc w tę egzotyczną wyprawę zabraliśmy również „pasażera na gapę”. Większość uważała, że postradaliśmy rozum lecąc tak daleko, a jak się dowiedzieli, że jeszcze z Maleńkim pasażerem w brzuchu to tylko patrzyli na nas z politowaniem.
TAJLADNIA
Tajandia...Malezja
Monika Urbaniak2006-12-17 14:02:32
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.40 z 5.00. 5 głosów oddanych
dżunglę jest to dość trudne i czasochłonne. To hotel bez prądu, ciepłej wody i wszelakich innych dóbr szczególnie przydatnych w takim gorącym kraju (choćby klimatyzacja, wiatrak lub lodówka). W miejscu tym zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Urocze słomiano – bambusowe domki, lampy naftowe, wszędzie hamaki i mnóstwo zieleni. Kolacja na bujającej się tratwie, przy lampie smakuje inaczej – lepiej. Wieczór spędzony w hamaku, fale rzeki uderzające o domki, cisza, spokój – to wszystko sprawiało, że czuliśmy się przeniesieni w czasie. Jedynie noc była..... powiedzmy duszna, żeby nie powiedzieć zaduszna . Wilgotność powietrza po 24:00 przekroczyła dziesięciokrotnie wszelkie dopuszczalne normy europejskie, ale cóż tu była Azja...
Następnego dnia zwiedziliśmy cudowny wodospad, słynny most na rzece Kwai, muzeum budowy kolei śmierci. Potem mieliśmy okazję podziwiać Ogród Różany, w którym był pokaz tresury słoni oraz pokaz zwyczajów Tajskich. Kolejnym etapem była Pattaya – miasto nad brzegiem pięknego turkusowego morza. Ale o leżeniu na plaży nie było mowy – w końcu poleżeć na piasku możemy sobie w Kołobrzegu, a tam chcieliśmy chłonąć wszystko co się tylko da. Od pierwszego dnia zabraliśmy się do zwiedzania, a mieliśmy 3 dni. Na pierwszy ogień poszły krokodyle, tygrysy, małpy, drzewka bonsai - oczywiście ze wszystkim wyżej wymienionym zrobiliśmy sobie zdjęcia. Wszystko było jak najbardziej żywe, więc dwa pierwsze bliskie spotkania były dość ryzykowne i tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Potem była szlifiernia kamieni szlachetnych, gdzie nie było drogo, tylko koszmarnie drogo, a na m2 przypadało 5 Rosjan. Kolejny dzień spędziliśmy w świątyni przy delfinarium, gdzie niby był pokaz, a „niby” to dlatego, że raz delfin wyskoczył z wody, opluł nas i się skończyło – więc to był „niby” pokaz. Potem znów dreszczyk emocji, spotkanie oko w oko z niedźwiedziem,
...
Zobacz zdjęcia:
Malezja
,
Tajlandia
Malezja - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























