Wokół kamienie i na kamieniach kamienie, dzielone kamiennymi murkami kamienne pola. Z jednego brzegu widać ocean i w drugą stronę – kamienie. Z drugiego brzegu – kamienie i w drugą stronę ocean.
Wyspa
Maja Rybczyńska2006-12-17 13:32:07
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.71 z 5.00. 7 głosów oddanych
Tam, gdzie obniża się teren tworzą się spore jeziorka pełne kijanek i żab. Panoramę urozmaicają ruiny kościółków, głazy, skalne krzesła tworzące magię tego niezwykłego miejsca.
Płynąć na wyspę. Woda w oceanie nieskalana, mimo że to zatoka. Krople zebrane w jednym miejscu. Prom dopływa do wyspy w towarzystwie delfinów, a nad każdym unosi się tęcza.
Piętnaście kilometrów długości, może pięć szerokości – oto Inish Mor – największa z wysp Aran. Mały port, dwa stare kutry, największy ruch około południa, gdy przypływają promy z turystami i zaopatrzeniem. Pomarańczowa łódź ratunkowa rozświetla poszarzały błękit świata.
Tubylcy często mówią między sobą po irlandzku. Język wpada w ucho... i wypada, kompletnie niezrozumiały. Ludzie tutaj są życzliwi, ale nie nachalni, nikt nie pyta skąd, po co i dlaczego, akceptują obecność obcego, może dlatego, że chwilowa.
Z pierwszego schroniska można zrezygnować, wszyscy się w nim zatrzymują. Do drugiego trzeba trochę poskręcać, drogę wskazuje kiczowaty obrazek. Miejsce spokojne zupełnie
z boku, można w ciszy poleżeć na trawie. W pokoju dziennym mnóstwo książek, albumy ze zdjęciami wysp, zachęcający do dalszej podróży przewodnik po Szkocji. Marion i John – właściciele ostoi mieszkają obok, przyjaźnie obojętni, nie mówią tego wprost, ale „rób, co chcesz”. Nawet podczas ich nieobecności dom stoi otworem.
Inish Mor. Miejsce do łażenia. Do patrzenia. Do myślenia. Do odpoczynku. Doskonałe, by odzyskać spokój, poczuć swoją obecność. Świat w swoim naturalnym pięknie niezmącony ludzkim wizerunkiem. Nie ma ciała. Jedynie cień i zwierzęta.
Krowy, konie, osioł.
I wiatr.
Pod nogami wijąca się między murkami droga. Pewnie dlatego, że aura wyspy sprzyja samotności, idzie się z nią w parze. Jakiekolwiek inne towarzystwo zaburza tą równowagę, stawia opór wiatrowi, a przecież gdzież, jak nie tutaj siła wiatru jest tak odczuwalna, że można tylko pozwolić się ponieść.
Światło jest tym, co w Irlandii zachwyca. Na niebie dzieje się znacznie więcej niż na powierzchni oceanu czy ziemi. Właściwie nie ma obłoków, jedynie kłębiąca się masa bieli, szarości, błękitów przybierająca najdziwniejsze kształty.
Wspiąć się do Dun Aengus, na szczyt klifu, położyć się twarzą w dół na skraju, popatrzeć na rozbijające się w dole fale, albo głową do góry – na przewalające się chmury.
Warto zaczekać na zachód słońca. Czas, gdy zanika światło. Dzień się kończy szarością kamieni, zatapia w mroku ruiny wczesnochrześcijańskich świątyń, kamienne murki przestają dzielić wyspę. W końcu słychać tylko ocean huczący z wiatrem, pod stopami czuć chłód kamieni.
basia, 2007-07-01 08:35:03
Zobacz zdjęcia:
Irlandia
Irlandia - wybierz obszar, który cię interesuje:











































Mariusz, 2007-11-02 20:44:28