Obserwowaliscie kiedys dziecko, na ktore krzyczy Matka? Plakalo? Mialo spuszczona glowe? Spokornialo? Drzalo? Prawdopodobnie wszystko naraz. Nie uciekalo, prawda? Nawet jesli bylo bardzo przestraszone. Bo dziecko nie ucieka od swojej Matki. Tego roku poznalam wiele takich dzieci. Matke spotykalam kazdej srody. W srody uwielbialam wstawac o piatej. Naprawde. Wakacje, upalne lato, zapach cytryn i hibiskusow, szmer przemykajacych po piachu traszek. Ludzie do 10.00 leniwie przeciagali sie na lozkach, nie mogli wstac wczesniej na sniadanie, a ja budzilam sie rano i od razu cieszylam na spotkanie z Nia.
Slonce wstawalo tak samo wczesnie....
Katarzyna Cieslińska2006-12-17 00:38:41
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
Obserwowaliscie kiedys dziecko, na ktore krzyczy Matka? Plakalo? Mialo spuszczona glowe? Spokornialo? Drzalo? Prawdopodobnie wszystko naraz. Nie uciekalo, prawda? Nawet jesli bylo bardzo przestraszone. Bo dziecko nie ucieka od swojej Matki. Tego roku poznalam wiele takich dzieci. Matke spotykalam kazdej srody. W srody uwielbialam wstawac o piatej. Naprawde. Wakacje, upalne lato, zapach cytryn i hibiskusow, szmer przemykajacych po piachu traszek. Ludzie do 10.00 leniwie przeciagali sie na lozkach, nie mogli wstac wczesniej na sniadanie, a ja budzilam sie rano i od razu cieszylam na spotkanie z Nia. Slonce wstawalo tak samo wczesnie; czasem zawisalo czerwona, pulsujaca kula tuz nad lagodnie falujaca powierzchnia morza. Tylko na chwile. Potem zmienialo sie w ognista kraglosc, na ktora juz nie mozna bylo patrzec.Przed nami waski pas drogi posrod niczego tak naprawde. Gorzyste pagorki porosniete wyschnieta trawa, od czasu do czasu stadko owiec lub krow. A my w drodze. Do Niej. Z kazda chwla blizej do spotkania. I nigdy nie umialam przewidziec, czym mnie znow zaskoczy. Czasem byla slonecznie usmiechnieta, witajaca nas kwiatami, czasem nachmurzona, czasem oziebla, potrafila pozegnac nas gradem. Momentalnie zmieniala barwy na czarno - bialo zielono - zolte. W autokarze Giuseppe wlaczal cicho moje ulubione "una donna per me". Moglam tak w promieniach slonca, sluchajac tego lekko zachrypnietego glosu Umberto Tozzi, jechac caly dzien. Do Niej. Kiedy robilismy przystanek na szybkie espresso w przydroznym barze, czulam, ze to juz zaraz prawie. Za zakretem miala sie pojawic. Ona. Etna.
3325m n.p.m. Ogromna. Taka lagodna z daleka, choc kontur zlamany kraterami pasozytniczymi. Kazdy z nich, to ostrzezenie. Pogrozenie palcem. Chociaz Etna wybuchla kilkadziesiat razy w swojej historii, zawsze ostrzega swoje dzieci. Trzesieniem ziemi, pomrukami, zmiana natezenia i zabarwienia dymu unoszacego sie z glownego krateru, ktory zwykle jest mlecznobialy, lagodnie otulajacy szczyt, zeby przezd wybuchem zmienic sie w coraz ciemniejszy i coraz bardziej zwarty slup. Popioly, ktore wydobywaja sie z krateru podczas erupcji osadzaja sie w glebie wszedzie wokol. Etna karmi swoje dzieci. Dba o nie. Nawet jesli czasem jest troche wybuchowa ;-)
Sa tacy, ktorzy tereny polozone ponizej 700m n.p.m. wybrali sobie na miejsce, gdzie chca zyc. Placa ogromne pieniadze za dzialki, ktore umozliwiaja budowe domu z widokiem na szczyt Etny. Mogliby miec dom z widokiem na morze kilkadziesiat kilometrow dalej, bez zagrozenia wybuchem. A jednak sa tacy, ktorzy chca pozostac blisko. Ona uspokaja.
Nauczyla mnie pokory. Mozna bylo obejrzec ja z daleka lub przyjrzec jej sie blizej. Wjechac na wysokosc ok. 3000m i stanac z nia twarza w twarz. Dopiero tam poczulam, co mial na mysli Pascal mowiacy, ze jczlowiek jest jak trzcina na wietrze, nie znaczy nic. Dopiero tam na gorze zdalam sobie sprawe z potegi natury.
Kiedy w lipcu niespodziewanie wybuchla, nie zachecalam moich turystow do wjezdzania na gore. Etna grzmiala, ryczala, wyrzucala do gory bomby wulkaniczne i plula czerwona lawa. Nie dali sie przekonac do pozostania w dole. Przestraszyli mnie, kiedy zbyt dlugo nie pojawiali sie na miejscu zbiorki. Minelo pol godziny, godzina. Dwoje moich turystow zaginelo. Slyszalam glosy, ze jest przerazliwie zimno, ze glosno, ze tyle gryzacego dymu, ze trzeba sie trzymac za rece, zeby nie zejsc z trasy, ktora prowadzi przewodnik. Pojawili sie w koncu, potargani, z twarzami nakrapianymi czarnymi, smolistymi pylkami. Szczesliwi. Niechcacy dolaczyli sie do grupy studentow geologii, ktorzy wedrowali kawalek dalej niz przewidywala zamierzona trasa wokol krateru. Doszli do miejsca, gdzie znajdowaly sie pekniecia i stali metr, dwa od splywajacej lawy. Wiekszosc byla na nich wsciekla. Nie rozumieli, ze byli swiadkami czegos wyjatkowego. Ze moze nigdy wiecej juz nic podobnego im sie nie przydarzy.
Zobacz zdjęcia:
Włochy
Włochy - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























