Któż z nas dorosłych przynajmniej raz w życiu nie zapragnął, aby na chwilę wrócić do krainy dzieciństwa, spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy, spotkać postacie z książek, które kiedyś czytała nam mama? Jest takie miejsce, w którym to marzenie staje się rzeczywistością i wcale nie leży ono za siedmioma górami i siedmioma morzami, a po drugiej stronie Bałtyku.
Pociągiem w świat baśni, czyli z wizytą na Czerwcowym Wzgórzu.
Joanna MORAWIEC2006-12-17 00:01:54
Wyświetlono razy (ostatnio: )
się na prawdziwy traktor, skakać do upadłego po ogromnym łóżku. Starsze dzieci mają okazję upamiętnić swój pobyt na Czerwcowym Wzgórzu w niezwykle oryginalny sposób. Należy w tym celu samodzielnie odciąć piłą kawałek deseczki, napisać na nim swoje imię i przybić gwoździem do gigantycznej konstrukcji stworzonej własnoręcznie przez gości muzeum.
Wszystko jest radosne i kolorowe. Nawet zwykłe wieszaki w szatni mają kształt wielkich barwnych ołówków. Wokół panuje atmosfera beztroskiej zabawy, nikt nikogo nie poucza i nie upomina. Szkoda, że dorosłym nie wszystko robić wypada, choć zawsze można trochę poszaleć pod pretekstem zapewnienia opieki własnemu lub cudzemu potomstwu.
Dla kogo właściwie powstało Junibacken? Wielu twierdzi, że dla dzieci od zera do stu lat i trudno się z tym nie zgodzić. Twórcy muzeum zatroszczyli się o potrzeby wszystkich grup wiekowych. Przed budynkiem przygotowano parking dla wózków dziecięcych. Wewnątrz znajdują się pokoje, w których matki mogą przebierać i karmić niemowlęta, a w łazienkach niektóre umywalki zainstalowano na wysokości umożliwiającej przedszkolakowi samodzielne umycie rąk. Obok sal służących wyłącznie zabawie jest i bogato wyposażona księgarnia. Codziennie odbywają się tu także przedstawienia teatralne dla dzieci.
Kiedy już zmęczeni atrakcjami Junibacken poczujemy głód, możemy wstąpić do znajdującej się na terenie muzeum restauracji, która oferuje tradycyjne szwedzkie potrawy
i wypiekane we własnej piekarni świeże bułeczki. Podczas sprzyjającej pogody najlepiej zjeść posiłek na ozdobionym czerwonymi pelargoniami tarasie, z którego można podziwiać panoramę Sztokholmu. Bardziej dojrzałe „dzieci” mogą się przy tym raczyć podawanym
w restauracji napojem o dwu-procentowej zawartości alkoholu, zwanym przez mieszkańców tego pięknego kraju piwem.
Trochę mi żal, że moje własne dzieciństwo przypadło na czasy, w których słowo „muzeum” kojarzyło się z zakurzonymi eksponatami i ze lśniącymi posadzkami, po których snuli się znudzeni uczestnicy szkolnych wycieczek zajęci przydeptywaniem sobie nawzajem ogromnych filcowych kapci w trudnym do zdefiniowania kolorze. Czuję też pewien niedosyt
z zupełnie innego powodu. Nie znalazłam tu ( a może po prostu nie zauważyłam) postaci
z mojej najukochańszej książki „Dzieci z Bullerbyn”. Wszystko wskazuje na to, że bliscy mi niemal jak własne rodzeństwo: Lisa, Britta i Anna oraz Lasse, Bosse i Olle zyskali większą sławę w Polsce niż w swojej rodzinnej Szwecji.
Czy kiedy Astrid Lindgren po raz pierwszy sięgnęła po pióro mogła przypuszczać, że jej książki przetłumaczone na ponad siedemdziesiąt języków, dostarczą tyle radości pokoleniom dzieci na całym świecie? Czy wiedziała, że przekazuje dar nieśmiertelności swoim małym bohaterom?
W pobliżu wejścia do Junibacken umieszczono pomnik zmarłej w 2002 roku pisarki. Zamyślona, sędziwa dama z otwartą książką na kolanach, siedzi w fotelu, na oparciu którego przycupnął ptak.
Zobacz zdjęcia:
Szwecja
Szwecja - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























