Dolina Magiczna
sempeck Wyświetlono: 217 razy 2006-12-16 23:56:15![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.04 (90 głosów) |
Wielkie cielsko podrdzewiałego autobusu wreszcie się zatrzymało. Gdy wyskakiwaliśmy na drogę, w uszach ciągle brzmiał dźwięk piszczących hamulców. Po godzinach jazdy niezbyt utwardzoną trasą, gdzieś we wschodnim Zimbabwe, staliśmy teraz przed kilkoma rozrzuconymi na łące budynkami. -- To Rukweza – powiedział Francis, po czym skierował się do czegoś co przypominało sklep. Kupił dwa piwa, podał mi jedno mówiąc – Pij szybko, bo już trochę późno, a przed nami długi spacer.
Artykul bral udzial w konkursie "Jest takie miejsce..."
organizowanym przez serwis internetowy Odyssei.com oraz tygodnik
"Angora"
Wielkie cielsko podrdzewiałego autobusu wreszcie się zatrzymało. Gdy wyskakiwaliśmy na drogę, w uszach ciągle brzmiał dźwięk piszczących hamulców. Po godzinach jazdy niezbyt utwardzoną trasą, gdzieś we wschodnim Zimbabwe, staliśmy teraz przed kilkoma rozrzuconymi na łące budynkami. -- To Rukweza – powiedział Francis, po czym skierował się do czegoś co przypominało sklep. Kupił dwa piwa, podał mi jedno mówiąc – Pij szybko, bo już trochę późno, a przed nami długi spacer.
Ale nie ruszyliśmy od razu, jakby szukając odwagi, wlewaliśmy w siebie kolejne napoje. Wreszcie przy niskim słońcu wkroczyliśmy na polną ścieżkę, prowadzącą pomiędzy skalistymi ścianami w dolinę.
- Dorastałem w tej okolicy. Znam tu wszystkie kamienie. Spokojnie, znajdziemy drogę – powiedział Francis, ale cicho, jakby bardziej chciał przekonać samego siebie niż mnie.
Duch
Na początku szliśmy wąską ścieżką, wijącą się w trawach wyższych od nas. Wokół były bagniste rozlewiska i błoto. Potem przekraczaliśmy poletka wysuszonej kukurydzy, przeprawiając się przez rzeczki, skacząc po kamieniach. Robiło się coraz ciemniej, widać było tylko pasek ścieżki. I nagle w ciemności, znikąd, pojawił się tańczący pomarańczowy ognik, lecący w naszym kierunku… Wstrzymałem oddech…
Po kilku naszych zwolnionych krokach, przy ogniku pojawiły się mankiety białej koszuli, a potem cała sylwetka człowieka, wkładającego papierosa do ust i czarna, ledwo widoczna twarz. Odetchnęliśmy. Ale teraz człowiek zobaczył nas. Białka jego oczu urosły gdy spojrzał na mnie, cisnął ognik na ziemię i zaczął uciekać jakby zobaczył ducha…
Bliźniaczki
Przełknąłem ślinę. Ciągle wbijaliśmy się w czerń i ciemności, by wreszcie zboczyć z drogi. Dalej nie mogliśmy iść. W oddali zamigotał budynek. Francis wszedł pierwszy, uprzedzając, że jest ze mną. Okrągła kuchnia, a w środku przy ogniu i garnkach kobiety -- starsza i dwie córki, bliźniaczki, Roza i Grace.
Od razu dostaliśmy kukurydzę upieczoną przy ogniu. Gorąca sadza lepiła się do palców. Gospodynie zaproponowały nocleg.
Dziewczyny modliły się przed snem, śpiewając na dwa głosy o Jezusie. Potem rozmawialiśmy chwilę przy świecach. Tutaj nie ma prądu. Opowiedziałem o ogniku. Dziewczyny mimo, że wierzą w Boga, nie zapominają też o duchach. Istnieje legenda o zjawie w kształcie ognia… Legend jest więcej.
– Czasem zdrowi ludzie umierają ot tak. To musi być magia, ktoś rzuca na nich czar – powiedziała Roza.
| Oceń relację |
ZimbabweWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













