• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28721
  • Porad: 18793
  • Postów: 115527
  • Tematów: 10544

Nie sztuką jest opisać miejsca tak znane....

Wyświetlono: 301 razy 2006-12-16 23:24:48
  Ocena:3.04 (73 głosów)


Nie sztuką jest opisać miejsca tak znane, urocze i magiczne jak wybrzeża Sekwany w blasku południowego słońca; oświetlony Londyn, którego nocne tętno odbija się blaskiem w głębokiej Tamizie; krakowskie kamienice obrośnięte rdzawym i krwistym bluszczem, którego liście osłaniają ich niezwykłą historię…myślę, że sztuką jest dostrzec miejsca piękne, które są jeszcze nie odkryte…dopiero niedawno odkryłam, jak blisko mieszkam równie cudownego i niezwykłego miejsca, do którego nie sposób nie wracać z uśmiechem ukrywającym wspomnienia.
Artykul bral udzial w konkursie "Jest takie miejsce..."
organizowanym przez serwis internetowy Odyssei.com oraz tygodnik
"Angora"



Nie sztuką jest opisać miejsca tak znane, urocze i magiczne jak wybrzeża Sekwany w blasku południowego słońca; oświetlony Londyn, którego nocne tętno odbija się blaskiem w głębokiej Tamizie; krakowskie kamienice obrośnięte rdzawym i krwistym bluszczem, którego liście osłaniają ich niezwykłą historię…myślę, że sztuką jest dostrzec miejsca piękne, które są jeszcze nie odkryte…dopiero niedawno odkryłam, jak blisko mieszkam równie cudownego i niezwykłego miejsca, do którego nie sposób nie wracać z uśmiechem ukrywającym wspomnienia.

Wysiadając na pierwszym przystanku autobusowym kieruję się w stronę rynku. Pogoda jesienna jest urokliwa, ostatnie różowe malwy zakwitają przy bladoniebieskim domu, a winorośl lśni czerwienią na zabytkowym budynku biblioteki miejskiej. Idę prosto, przechodząc obok ławek, na których zmęczeni i obładowani różnościami po porannym jarmarku ludzie odpoczywają i zapewne czekają na autobus w drogę powrotną do domu. Ich oczy kierują się ku swoim nabytkom, ukrytym w kolorowych i błyszczących siatkach, a także ręcznie plecionych koszach. Niektórzy, mimo widocznego na twarzy zmęczenia, żywo ze sobą gestykulują przy wtórze czy to małych, żółtych kurczątek w tekturowych pudełkach, czy może niewinnego skowytu małego szczeniaka, tęskniącego za ciepłem swojej mamy.

Idę naprzód, zbliżając się do rynku. Powietrze przesycone jest zapachem jesieni: opadających mokrych liści, które w głębokim słońcu wydają z siebie ciepły, delikatny zapach: ostatnich kwiatów takich jak liliowe Michałki, które ułożone blisko siebie swoimi główkami w połączeniu z zasuszonymi kłosami zbóż idealnie nadają się na bukiet dla ukochanej osoby; czy też tych słoneczno-żółtych i miedzianych kul z płatków, niewdzięcznie nazwanych Śmierdziuchami, a także unoszącym się od rzeki zapachem wilgoci i soczystych, jeszcze zielonych traw i tataraków.

Dochodzę do centrum miasteczka i przechodzę obok wyłożonych na zewnątrz sklepu w wielkich skrzyniach darów tej pory roku: soczystych, bordowych jabłek z piegami od słońca, długich, butelkowo-zielonych cukini oraz reszty owoców i warzyw, których skórki odbijają światło słoneczne. Przede mną znajduje się stara, hebanowo drewniana karczma ,,Rzym”, w której to sprytnie schwytał Pana Twardowskiego sam diabeł. Nie dziwię mu się wcale, że ją odwiedził- malutkie okienka z białymi firankami, stare, zabytkowe drzwi i drewniane krużganki nie tylko dodają jej uroku, ale także sprawiają że chce się ją zwiedzić również od środka.

Wchodzę.
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje

PolskaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju