Kiedy podróżowałam z grupą przyjaciół po Republice Południowej Afryki, ktoś wpadł na pomysł, by zmienić nieco marszrutę i zawitać choć na jeden dzień do Suazi. -Suazi, co to jest? - pytali niektórzy. - Kraj? Prowincja? Miasto? Nie ma się co dziwić ich niewiedzy. O Suazi tak naprawdę słyszało niewielu Polaków.
Jeden dzień w Suazi

Marzena2004-05-05 21:27:42
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
co nieco, bo znacznie tu taniej niż w RPA. Można płacić nie tylko tamtejszą walutą - lilangeni, ale także południowoafrykańskimi randami i dolarami.
Handlarze, rolnicy, robotnicy żyją w Suazi bardzo biednie i wciąż szukają u potężnego sąsiada, RPA, pracy. Szczęśliwcy, którym się to udaje, utrzymują jako tako rodziny. Pozostali, mimo ciężkiej pracy przy uprawie bawełny, tytoniu, sorgo, ziemniaków, ananasów czy cytrusów, żyją w bardzo trudnych warunkach. Najgorzej jednak mają bezrobotni, których w tym kraju jest bardzo wielu. Eksploatacja lasów, wydobycie niewielkich ilości węgla, rud żelaza, azbestu, a także diamentów i złota, daje miejsca pracy naprawdę nielicznym. Dlatego też od pewnego czasu przywiązuje się dużą wagę do turystyki, rozwija się sieć hoteli, restauracji, targowisk z pamiątkami.
Wreszcie trafiamy do stolicy - Mbabane, którą zamieszkuje ok. 50 tys. ludzi. Główna ulica, o długości może 3 km, ciągnie się przez całe miasto. W centrum kilka nowoczesnych budynków, gdzie mają siedzibę banki i biura. Obok dworzec autobusowy, na którym panuje duży ruch. Bilety są sprzedawane w drewnianych budach, a za toaletę służy... stary autobus.
Rząd kraju ma siedzibę w ładnym, zabytkowym parterowym pałacyku. O piętro wyższe są ministerstwa handlu, przemysłu i pracy. Przed tym ostatnim tłum bezrobotnych, w budynku ma bowiem siedzibę także urząd zatrudnienia. Rezydencja króla, Mswati III, panującego od 1986 r., jest poza miastem silnie strzeżona przez ochronę. Przewodnik opowiada, że władca jest bardzo szanowany przez obywateli. Mówi także, że kiedy stary król, Sobhuza II, chciał wysłać syna na naukę do Anglii, poprosił mieszkańców Suazi o pomoc. Każdy z obywateli płacił raz na jakiś czas jednego lilangeni (ok. 66 gr.). Mówiono, że kraj jest bardzo biedny, a królewicz musi się uczyć, by go z tej biedy wyprowadzić. Złośliwi twierdzili jednak, że król był po prostu skąpy i nie chciał naruszać, nawet dla syna, swych królewskich skarbców.
Zobacz zdjęcia:
Suazi
Suazi - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




















