Z Teheranu do Afganistanu (2003)
mm1 Wyświetlono: 1833 razy 2004-05-05 21:06:02![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.95 (44 głosów) |
Trasa:
Herat - Kandahar - Kabul - Bamyan - Bande Amir - Kabul - Jalalabad
http://republika.pl/maniecka/index.html
Koszt podróży: przez Afganistan - 100 $.
Czas trwania: 03.07 - 11.07.2003 (9 dni).
Waluta: 1$ = 47 Afgani
Jest to tylko opis wycinka podróży, która wiodła przez Ukrainę, Rumunię, Bułgarię i Turcję do Iranu, potem przez Afganistan do Pakistanu i z powrotem - tą samą trasą.
Pomysł podróży do Afganistanu zrodził się w Ardabil (północny Iran). Mój towarzysz podróży - Rafał - rzucił hasło, a ja je podjęłam i już jechaliśmy do Teheranu, aby załatwić tam wizę.
Dzień 1.
Jesteśmy dosyć wcześnie pod ambasadą (otwierają dopiero o 9), a mimo to jest tam już parę osób. Parę minut przed 9-tą drzwi otwierają się, wpychamy się do środka. Za nami już robi się tłum, tak kolorowy i różnorodny, że chciałoby się zrobić zdjęcie, lecz to raczej ryzykowne. Wszyscy chcą wracać do Afganistanu. Pobieram wnioski i dowiaduję się, że muszę mieć pismo polecające z ambasady polskiej. Jakiś młody Afgańczyk (jednakże urodzony w Iranie), dobrze mówiący po angielsku, oferuje nam swoją pomoc i jedzie z nami do naszej ambasady. Jadąc z nim mamy pewność, że taksówkarz będzie bał się nas oszukać i będzie łatwiej.
W ambasadzie nie ma na szczęście tłoku, konsul dziwi się tylko, że nie załatwiliśmy sobie wizy w Polsce, dziwnie na nas patrzy. Wyglądamy i pachniemy niespecjalnie. Całą noc spędziliśmy w pociągu. Nie odzywamy się, no bo co mu powiemy, że dwójka narwańców jedzie do... piekła? Na obiecane pismo mamy czekać do 2 godzin. Przychodzący Pakistańczycy i Irańczycy i opowiadają nam o trudnościach z dostaniem wizy Polski. Po niecałej godzinie pismo jest gotowe i właściwie powinniśmy zapłacić po 25$, ale w ramach promowania turystyki opłata jest nam darowana. Uradowani łapiemy następna taksówkę by jak najszybciej dotrzeć z powrotem do ambasady afgańskiej.
Oba kursy taksówkami kosztowały nas 17.000 riali. Korki w Teheranie są ogromne i czasem szybciej jest jednak na piechotę. W ambasadzie Afganistanu składam wnioski z pismem, po 2 zdjęcia i opłatę po 30$ od osoby. Normalnie czeka się 2 dni, ale udaje mi się uprosić urzędnika, abyśmy już jutro mogli odebrać nasze wizy. Zadowoleni odchodzimy. Teraz musimy poszukać noclegu, co nie jest takie proste, mamy bowiem namiot i nie chcemy spać w hotelu. Myślimy o noclegu w okolicach góry Tochal (północny Teheran). Najpierw jedziemy do Argentina Sq. (bilet 400R), a stamtąd drugim autem do Tajrisch Sq. Na małym bazarze kupujemy owoce i jemy chello kebab z pomidorem i papryką (13.500R). Stąd już jazda minibusem (600R) na parking pod Tochal. Żar leje się z nieba. Okazuje się, że nie ma tu odpowiedniego miejsca na rozbicie namiotu, a trochę wyżej są gołe góry, bez kawałka cienia i bez wody.
| Oceń relację |
Komentarze
IranWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















Baba w Afganie? -nie wierzę
Wzasadzie nawet w stylu reporterskim,ciekawe,dziłajace na wyobrażnię,dobrze podane szczegóły,gratuluję.Będą czytać z zaiteresowaniem.
Bardzo przydatny materiał. Pisze projekt o afganistanie studjuję turystykę i rekrację i spadło mi to jak z nieba. Dobrze że są ludzie którym chce się poświecić trochę czasu i opisac taki wyjazd.
Moje osobiste odczucia są raczej pozytywne, obawiałbym się własnie sytuacji w których można zoastać napadnietym.
Pozdrawiam autorkę.
Bardzo interesujaca relacja:)mnie niedlugo czeka przeprowadzka do Afganistanu-wiec kazde informacje o tym kraju sa dla mnie cenne .Pozdrawiam!