MAROKO 2002
exped Wyświetlono: 1003 razy 2004-05-05 20:53:10![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.88 (43 głosów) |
Jeszcze przed południem lądujemy na lotnisku w Agadirze. Rozpoczyna się kolejna marokańska przygoda. Od zabudowań lotniska do szosy i przystanku autobusowego trzeba przejść około 300 metrów.
Wtorek, 21.05
Już na tym krótkim odcinku zostajemy zarzuceni ofertami dowiezienia do Inezgane, gdzie znajduje się duży dworzec autobusowy. Taksówkarze lub ich pośrednicy oferują nas podwieźć za jedyne 100 DH, próbują nam nawet wmówić, że na tej trasie żadne autobusy nie kursują. Dzięki grzecznej ale stanowczej odmowie zostawiają nas w spokoju wypatrując następnych "ofiar". Tym razem jednak jesteśmy jedynymi turystami z plecakami. Inni korzystają z autobusów podstawianych przez organizatorów wczasów hotelowych. Po 15 minutach oczekiwania pojawia się autobus, który dowozi nas do wspomnianego Inezgane - przedmieścia Agadiru. Koszty przejazdu - 3 DH od osoby. Tumult na dworcu ogromny. Tutaj można uzyskać połączenie nawet z najbardziej odległym zakątkiem Maroka, a także do Francji i Hiszpanii. Tuż obok znajduje się ogromny postój tzw. "Grand-Taxi" i "Petit Taxi". Te pierwsze to zazwyczaj duże Mercedesy wyprodukowane chyba przed kilkudziesięcioma laty, odjeżczające dopiero, gdy uzbiera się komplet pasażerów w jeden kierunek. Komplet to 6 osób, nie licząc naturalnie kierowcy. Wysokość opłaty należy zawsze uzgodnić jednoznacznie przed zajęciem miejsca. Wstępna cena dla turystów jest zazwyczaj 10 krotnie wyższa jak dla miejscowej klienteli - tak, że należy się ostro targować. "Petit-Taxi" - to małe taksówki kursujące tylko w granicach miasta.
Wysiadając z autobusu zostaliśmy zaraz otoczeni przez pośredników oferujących nam bilety autobusowe bądź miejsce w taksówce. My jednak musimy kupić najpierw kartusze gazowe do kuchenki, których, jak wiadomo nie można transportować w samolocie. Udajemy się do pobliskiej hali targowej i korzystając z bezinteresownej pomocy jednego z pośredników, szybko znajdujemy potrzebne nam kartusze. Ponieważ nie znam języka francuskiego, który jest tutaj podstawowym językiem oprócz arabskiego - wkleiłem do notesu zdjęcie takowej kartuszy, co w znaczny sposób ułatwiło mi możliwość kupna właściwej rzeczy. Naturalnie tutaj też trzeba się targować. Najlepiej jest od razu podkreślić, że niepochodzi się z któregoś z "bogatszych" krajów jak Niemcy czy Francja. Nawiasem mówiąc, niewielu też wie gdzie znajduje się Polska. Nasz autobus ma jechać dopiero o 19°°, kupujemy więc bilety, zostawiamy plecaki w kasie i idziemy teraz spokojnie oglądać targowisko. Wracamy na dworzec autobusowy na dwie godziny przed planowanym odjazdem. Resztę czasu spędzamy na delektowaniu się mocną i bardzo słodką herbatą miętową oraz obserwowaniu wydarzeń. Autobusy przyjeżczają i odjeżczają, tłumy podróżnych z tobołami, bagażowych w "walce" o klientów, pośredników biletowych, handlarzy sprzedających pojedyncze papierosy, słodycze, tanie upominki - nawoływania i pokrzykiwania - życie pulsuje.
| Oceń relację |
MarokoWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



















