Islandia - na przekór wiatrom
exped Wyświetlono: 1075 razy 2004-05-05 20:39:12![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.86 (43 głosów) |
PIERWSZA PRÓBA
W Luxemburgu jesteśmy 3 godziny przed planowym odlotem. Lotnisko jest bardzo niepozorne, można powiedzieć – prowincjonalne. Jako pierwsi zgłaszamy nasz bagaż do odprawy. Tak jak przypuszczaliśmy, zaczynają się pierwsze problemy. Kładziemy nasze plecaki, narty i pulki na wagę.
Wskaźnik idzie nieubłaganie w gorę, by zatrzymać sie dopiero na 189 kg. W ramach biletów, wspólnie możemy przewieść 40 kg, do tego 40 kg bezpłatnie jako sponsoring ISLAND AIR (linia lotnicza z której usług korzystamy). Po licznych rozmowach z personelem lotniska odpowiedzialnych za odprawę bagażową, udaje nam się „oficjalną“ wagę nadbagażu – za który musimy zapłacić – zmniejszyć do 50 kg. Dobre chociaż i to. Przy odprawie osobistej, bezpośrednio przed wejściem do samolotu pojawiają się kolejne problemy. Detektory wykrywają naszą rakietnicę a dokładniej pociski do niej. Wszystko to wędruje do specjalnej koperty, którą będziemy mogli odebrać na lotnisku w Kevlawiku. Nareszcie możemy odprężyć się , rozkoszując się lotem i przemiła obsługą. Po godzinie lądujemy w Glasgow, by po zabraniu dalszych pasażerów i 2 godzinach spokojnego lotu wylądować w Islandii. Ładujemy sterty bagaży na wózki i czekamy, aż wszyscy opuszczą salę . Tym razem chcemy jako ostatni przejść zaporę celną. Spodziewamy się kopania w naszych rzeczach, tłumaczenia, wyjaśniania itp.
Ale tym razem pozytywna niespodzianka, krótkie pytanie czy to wyprawa , machnięcie ręką – proszę dalej – i już jesteśmy wolni. Wychodzę przed budynki lotniska by rozejrzeć się za możliwością dalszego transportu i zaraz zostałem skonfrontowany z typową Islandzką pogodą - zachmurzone niebo, mżawka i wiatr wiejący z prędkością 50 do 70 km/h. Znajduję taksówkę -mikrobus, której kierowca mówił trochę po niemiecku, co znacznie ułatwiło porozumienie się w sprawie naszego celu, jak i naszych możliwości finansowych. Pulki, narty i cała reszta bagażu znika we wnętrzu taksówki. Kierowca - starszy pan, nienagannie ubrany w garnitur – wyjaśnia, że musi jeszcze po drodze wstąpić do domu. Jest to mały ale zadbany domek jednorodzinny z ogródkiem. Wpadamy na pomysł przenocowania tam na trawniku przed domem a kontynuowania jazdy nazajutrz.
Taksówkarzowi chyba ta wersja nawet bardziej odpowiadała, wiec umawiamy się na dzień następny na godzinę 10. Wieczorem zostajemy poczęstowani kawą i słodyczami, oglądamy zdjęcia rodzinne naszych gospodarzy, opowiadamy o sobie i naszym kraju. Robi się późno i mimo zaproszenia do pozostania w mieszkaniu, idziemy spać do rozbitego wcześniej namiotu.Wstajemy przed 7 i po śniadaniu przepakowujemy nasze pulki, już „szturmowo“. Krόtko przed planowym odjazdem jesteśmy gotowi do drogi. Taksówkarz tłumaczy, że w Hella - miejsce naszego startu - nie ma śniegu i proponuje nam dowóz parę kilometrów dalej aż do końca drogi asfaltowej. Mimo, że licznik wybija należność równą prawie 250 € – kierowca kasuje „tylko“ 150 €. Wypakowujemy nasz szpej przed niskimi budynkami hotelu, ktόry jest czynny o tej porze roku tylko w soboty i niedziele.
| Oceń relację |
IslandiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju























