Kilka lat temu spotkałam w Krakowie mieszkańca obecnego Zimbabwe. Z zapartym tchem słuchałam jego opowieści o miastach - ogrodach, dziko żyjących zwierzętach i boskich zachodach słońca.
Zimbabwe - Wodospady Wiktorii

Marzena2004-05-05 20:13:36
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.75 z 5.00. 4 głosów oddanych
między Zimbabwe i Zambią. Wodospady należą w 2/3 do Zimbabwe.
Na długości 1700 metrów można wyodrębnić pięć wodospadów, którymi spływa boska piana. Niektóre z nich noszą fantazyjne nazwy: Wodospady Tęczy, Podkowy, a po Wodospadach Głównych następuje Katarakta Diabła. Niedaleko niej stoi okazały pomnik dzielnego Livigstone’a.
Wodospady Wiktorii, leżące na pokrytej rzekami, bagnami i jeziorami tropikalnej wyżynie w południowej części centralnej Afryki, biją rekordy pod względem prawie wszystkich danych. Największy spadek rzeka ma przy Wodospadach Tęczy. Każdej minuty podczas pory deszczowej na szerokości 1700 m w 120-metrową przepaść spada ponad 340 mln litrów wody. W sierpniu natomiast pozostaje z tego dziesiąta część. Kiedy na początku listopada kończy się pora sucha, do prostopadłego względem nurtu rzeki parowu spada tylko 18 mln litrów wody na minutę.
Victoria Falls dostarczają turystom przyjemności nie tylko wizualnych. Na most, który łączy brzegi rzeki i jednocześnie Zimbabwe z Zambią zjeżdżają śmiałkowie z całego świata. Przyczyną popularności tego miejsca są skoki na gumowej linie “bungee jump”. Most wybudowany na początku naszego wieku to ponoć najwyższe miejsce w świecie, z którego odbywają się skoki. Śmiałkowie skaczą w rwący nurt Zambezi z wysokości 111 metrów! I tu ciekawostka: pierwszym Polakiem, który skakał tu na linie był mieszkaniec mojego rodzinnego miasta, włoszczowianin – Zbigniew Marcinkowski, który wraz z synem podróżował po Zimbabwe. Pan Zbigniew z Tomkiem brał również udział w drugim “wariactwie”, z którego znane są Wodospady Wiktorii – raftingu czyli spływie na pontonach po wodospadach. Brr...
Gdy dochodziliśmy do słynnego mostu, spotkaliśmy kilkuosobową grupę młodych Polaków, którzy byli świeżo po skokach. Z mojej grupy na szaleństwo to zdecydowała się para przyjaciół Zosia i Andrzej. Najpierw musieli załatwić formalności, wpłacić po 100 dolarów, podpisać “cyrograf” czyli papier mówiący o braniu całej odpowiedzialności, za to co się stanie wyłącznie na siebie. Potem ekipa zajmująca się wyprawianiem skoczków w przepaść zakłada zuchom specjalne szelki i uchwyty na łydki. Później następuje szczegółowa instrukcja, odliczanie i głośne: “BUNGEE!”. Człowiek szybuje prosto w środek tęczy w kształcie koła. Z relacji Zosi i Andrzeja wynika, że to, co się czuje podczas spadania, to uczucie swobody, wolności, szczęścia, radości życia. Bardzo fajnie, ale ja wolę oglądać to z pozycji widza.
Zobacz zdjęcia:
Zimbabwe
Zimbabwe - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























