Chyba każdy z nas chociaż raz w życiu był na grzybach. Tym co tego doświadczyli marzyła się sytuacja w której znajdują w środku lasu polankę usłaną dywanem grzybów...
Kanadyjskie rydze
Marek Wierzbicki2006-11-03 13:06:43
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.55 z 5.00. 11 głosów oddanych
W samolocie zabrakło po prostu paliwa. Nie doleciał do lotniska, wylądował na „brzuchu” na śniegu przykrywającym drzewka nie czyniąc sobie większej szkody. Na wiosnę śnieg zaczął się topić i samolot powoli zapadał się między drzewa, aż osiadł na ziemi. Potem wymontowano z niego, co cenniejsze rzeczy oraz zabrano ładunek, w takim stanie właśnie go obejrzeliśmy. Wokół panowała cisza, żaden podmuch nie poruszał gałązkami drzew, powietrze było takie, że chciało się oddychać. Nic się nie działo, płynął jedynie czas. Niechętnie zaczęliśmy się zbierać do powrotu. Gdy większość z nas była już w autobusie jednemu zachciało się „na stronę”, więc sobie poszedł. Siedzimy w autobusie czekamy 5 minut 10, 15 kierowca zaczyna się denerwować, zatrąbił – nic. Po chwili z lasu wyszedł zagubiony turysta z bardzo dziwnym wyrazem twarzy, bez koszuli. W pierwszej chwili myśleliśmy, że coś złego mu się przytrafiło. Gdy jednak przyjrzeliśmy się mu, dało się zauważyć, że koszulę, której brakowało na jego torsie trzyma w ręku z zawiązanymi rękawami, wypełnioną niczym tobołek wędrowca. Przyszedł do autobusu i pokazał zawartość tego tobołka. Był pełen rydzów. Pięknych dorodnych rydzów. Z chaotycznej opowieści wynikało, że jest tam ich więcej. Opanowała nas dziwna gorączka. Wszyscy zaczęliśmy szukać plastykowych reklamówek i wbiegliśmy do lasu w kierunku, z jakiego wyszedł nasz kolega, mimo gwałtownych protestów kierowcy. Po chwili znaleźliśmy się w tym karłowatym lesie. Weszliśmy kilka metrów w głąb i znaleźliśmy się w raju grzybiarza. Prawdziwym raju. Było tam nie kilkanaście, nie kilkadziesiąt, ale kilkaset rydzów rosnących jeden obok drugiego. Przez chwilę staliśmy oniemiali, potem rzuciliśmy się je zbierać. Napełnialiśmy, co kto miał, torby, reklamówki, prowizoryczne tobołki robione z koszul i kurtek. Po kilkunastu minutach z cennym bagażem, gdy już nie mieliśmy w co pakować tych grzybów zaczęliśmy wracać do autobusu. Tu naszą radość zdobywców zmącił kierowca, który zaczął nam coś tłumaczyć. Robił to jednak tak chaotycznie i niewyraźnie, że nie bardzo mogliśmy go zrozumieć. Wiedzieliśmy jedynie, że chodzi właśnie o te rydze. Po chwili machnął ręką i ruszyliśmy. Mieliśmy nadzieję, że na tym się skończyło, ale nie. W drodze powrotnej autobus podjechał jednak pod komisariat policji. Kierowca wyszedł i po chwili wrócił z policjantem. Zaczęliśmy myśleć, że zbieraliśmy te rydze w jakimś rezerwacie czy w innym tego typu chronionym miejscu. Policjant obejrzał rydze, spytał się, z jakiego kraju jesteśmy i czy będziemy je jedli, bo przecież są to dzikie grzyby – niejadalne. Prawdziwe, bowiem, jadalne grzyby możemy przecież kupić w supermarkecie w puszkach lub słoikach. Tak okazało się, że gwałtowne protesty kierowcy były robione dla naszego dobra i ochrony zdrowia. Wytłumaczyliśmy policjantowi, że zbieramy takie grzyby w naszym kraju, jemy je i nic nam się nie dzieje. Słuchał z dużym niedowierzaniem. Tego wieczoru wszystkie patelnie były zajęte. Po statku rozchodził się smakowity zapach smażonych na maśle rydzy. Nigdy przedtem ani nigdy potem nie uczestniczyłem w takiej uczcie.
A swoją droga skąd leśne grzyby biorą się w supermarkecie?
Maśka, 2006-12-29 09:59:32
Zobacz zdjęcia:
Kanada
Kanada - wybierz obszar, który cię interesuje:
















































Prosze o wiecej takich reportazy.
Souris, 2007-08-09 19:02:37