Z zamiarem wejścia na Mt. Kinabalu nosiłem się już od dawna. To znaczy może nie od bardzo dawna, ale od momentu, gdy znalazłem informacje w internecie, że wejście jest możliwe nawet dla zasiedziałych przed komputerem okularników - aczkolwiek pożądany jest „minimalny poziom sprawności fizycznej”. Dłuższy czas męczyło mnie, jak należy rozumieć powyższe pojęcie? Czy są to ci, którzy codziennie biegają, czy też tacy, co jeszcze czasem wstają od komputera, aby pójść do lodówki po kolejnego hamburgera?
Chmury nad Mt. Kinabalu
Dabkowski2006-10-17 16:16:20
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.67 z 5.00. 3 głosów oddanych
Po dalszych poszukiwaniach, obejrzeniu kilkunastu publikacji i rozmów z ludźmi, którzy tam byli, doszedłem do wniosku, że zachodzi spore prawdopodobieństwo, iż spełniam wymóg minialny. Rozpocząłem więc przygotowania do wspinaczki. Zgodnie z wytycznymi zapisanymi w przewodnikach, najpierw wybrałem się na zakupy: ciepła kurtka, nieprzemakalne rękawice, czapka wełniana (trudne do zdobycia w tropikalnej Malezji i dość kosztowne), latarka, nieprzemakalne poncho i cały zapas batoników czekoladowych, pozytywnie wpływających na „minimalny poziom sprawności fizycznej” alpinisty amatora na szlaku.
Wreszcie lecę na Borneo, do malezyjskiego stanu Sabah. Po wylądowaniu w Kota Kinabalu rozpoczynam poszukiwania możliwości transportu do Parku Narodowego Kinabalu, który znajduje się 90 km od stolicy stanu, a także zorganizowania wejścia na górę. Niepokoi mnie tylko jeden czynnik – miasto i okolice są pogrążone w ciężkich chmurach, wieje silny wiatr i non-stop pada deszcz. Spodziewany widok Mt. Kinabalu na horyzoncie, górujący nad miastem, nie istnieje! Wszystko zasłonięte ołowianymi chmurami. Nie mam szczęścia. Ulewa i wiatry, to „odpryski” tajfunu szalejącego na Morzu Południowo-Chińskim, u południowych wybrzeży Filipin. Pogoda psuje się coraz bardziej. Wieczorem zrywa się sztorm, który łamie drzewa na wybrzeżu i strzępi palmy przed moim hotelem. Następnego dnia rano, sytuacja wcale nie ulega poprawie. Wiatr zrywa się znienacka i uderza z dużą siłą. W hotelowej restauracji podczas śniadania jedno z takich uderzeń otwiera szlane drzwi tarasowe i do środka wlewa się ściana wody. Podmuch przewraca kilka stolików, zrzucając wszystko co się na nich znajdowało na gości. Cztery osoby z obsługi hotelowej z dużym wysiłkiem zamykają drzwi, a dwie kolejne wiąże je razem obrusami. Psuje się nie tylko pogoda, ale i mój humor. W większości agencji turystycznych, organizujących wspinaczki na
...
Zobacz zdjęcia:
Malezja
Malezja - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























manowaki, 2006-10-17 21:41:52