Z zamiarem wejścia na Mt. Kinabalu nosiłem się już od dawna. To znaczy może nie od bardzo dawna, ale od momentu, gdy znalazłem informacje w internecie, że wejście jest możliwe nawet dla zasiedziałych przed komputerem okularników - aczkolwiek pożądany jest „minimalny poziom sprawności fizycznej”. Dłuższy czas męczyło mnie, jak należy rozumieć powyższe pojęcie? Czy są to ci, którzy codziennie biegają, czy też tacy, co jeszcze czasem wstają od komputera, aby pójść do lodówki po kolejnego hamburgera?
Chmury nad Mt. Kinabalu
Dabkowski2006-10-17 16:16:20
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.67 z 5.00. 3 głosów oddanych
Las się ponownie zmienia. Tylko teraz rośnie i gęstnieje. Znów jest wysoki, pojawia się mnóstwo paproci, słychać ptaki. Znajdujemy leśne orchidee, dzikie rododendrony, maleńkie, kwitnące na czerwono mchy i żółte, twarde kwiatki, które w dotyku przypominają plastik. Jeszcze przez chwilę wśród drzew utrzymuje sie nastrojowa mgła, ale poniżej 3-go kilometra wychodzi słońce i zalewa kolorami dżunglę. Dopiero teraz widać bogactwo tropikalnego lasu. W koronach drzew pojawiają się szare makaki. Kiedy dochodzimy do gęstwiny bananowców i imbirowców, to niechybny znak, że niedługo koniec szlaku. Jeszcze przez chwilę sycimy oczy panoramą gór na otwartych częściach ścieżki. Zaczynamy spotykać nowych gości Parku Narodowego i teraz my informujemy, że się nie udało, ale oni pewnie mają szansę, bo pogoda jest lepsza, itd., itp... Mijamy wodospady i jesteśmy przy Timpohon Gate. Strażnik „odhacza” nas, że wróciliśmy cali i w komplecie. Schodziliśmy trzy i pół godziny.
Jemy obiad w restauracji Parku Narodowego Kinabalu, żegnamy naszego przewodnika (honorowo rezygnujemy z zaświadczeń o zdobyciu góry ) i odjeżdżamy do Kota Kinabalu. Po dwóch godzinach jazdy górskimi serpentynami (jakie widoki !!!), stolica stanu Sabah wita nas 30-stopniowym upałem i... zniszczeniami, jakich dokonała nocna wichura. Całe kwartały domów na wodzie są pozbawione dachów bądź kompletnie zniszczone. Przy drogach usuwane są połamane drzewa. Czyli dobrze się stało, że nie poszliśmy dalej.
Nie wszedłem na Mt. Kinabalu za pierwszym razem. Trudno. Jestem jednak zadowolony, że spróbowałem. Okazało się poza tym, iż „minimalny poziom sprawności fizycznej” jest wystarczający. Spróbuję ponownie w grudniu lub styczniu, kiedy pogoda jest podobno „murowana”. Dostałem e-maila od Duńczyka – pytał się, kiedy wchodzę jeszcze raz i czy możemy się jakoś umówić. Czemu nie ?!
Artur Dąbkowski
(próbował zdobyć Mt. Kinabalu 11-12 sierpnia 2006 r.)
Zobacz zdjęcia:
Malezja
Malezja - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























manowaki, 2006-10-17 21:41:52