Z zamiarem wejścia na Mt. Kinabalu nosiłem się już od dawna. To znaczy może nie od bardzo dawna, ale od momentu, gdy znalazłem informacje w internecie, że wejście jest możliwe nawet dla zasiedziałych przed komputerem okularników - aczkolwiek pożądany jest „minimalny poziom sprawności fizycznej”. Dłuższy czas męczyło mnie, jak należy rozumieć powyższe pojęcie? Czy są to ci, którzy codziennie biegają, czy też tacy, co jeszcze czasem wstają od komputera, aby pójść do lodówki po kolejnego hamburgera?
Chmury nad Mt. Kinabalu
Dabkowski2006-10-17 16:16:20
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.67 z 5.00. 3 głosów oddanych
pół kilometra do schroniska stanowi największe wyzwanie. Niskie drzewka nie dają prawie żadnej ochrony przed wichurą i ulewą. Kamienista ścieżka, a w zasadzie górski potok, pnie się stromo pod górę. Wchodzimy dwa kroki i robimy odpoczynek, dwa kroki i odpoczynek... Coraz bardziej jesteśmy zmęczeni. Wreszcie we mgle pojawiają się zarysy schroniska Laban Rata. Jeszcze 200, 100 metrów i już! Wychodzimy na otwartą polanę przed schroniskiem i... podmuch wiatru przewraca Duńczyka na ziemię. Szybko zbieramy się i wpadamy do schroniska. Cali ociekamy wodą, mamy wodę w butach, przemoczone spodnie i jesteśmy potwornie zziębnięci. Na termometrze przed wejściem jest 8º C, a wiatromierz pokazuje 85 km/h !
Schronisko nie przypomina szwajcarskich chat alpejskich, ale ma dach, ściany i można w nim coś zjeść. Jeszcze na stołówce, która pełni jednocześnie rolę salonu, recepcji i sklepiku, zdejmujemy buty (wylewamy z nich wodę) i mokre rzeczy. Całe szczęście, że za niewielką opłatą można je oddać do wysuszenia pod ciepłym nawiewem. Nasza grupa zostaje przydzielona do 10-osobowego pokoju. Zakładamy na siebie co się da i wskakujemy pod koce. Jesteśmy na wysokości 3.250 m. npm. Jest godzina 16.00, czyli wchodziliśmy niecałe 6 godzin – podobno nieźle, jak na amatorów . Mamy godzinkę leniuchowania, bo kolacja jest o 17-tej.
Przed kolacją pojawia się jednak problem – nasze rzeczy się suszą, a nie mamy zapasowych spodni. Holender pożycza od żony cieplejsze rajtuzy (wygląda komicznie, ale może już zejść na stołówkę), a ja z Duńczykiem dalej intesywnie myślimy co na siebie włożyć. I wymyśliliśmy – owijamy się złożonymi na pół kocami i ściskamy je paskami od spodni. Nareszcie! Jak ciepło! Na stołówce wzbudzamy pewne zainteresowanie, ale większość trzęsących się tam z zimna ludzi, ubranych w kilka warstw odzieży, czapki i rękawice (dla Malezyjczyków,
...
Zobacz zdjęcia:
Malezja
Malezja - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























manowaki, 2006-10-17 21:41:52