Tekst powstał na podstawie komunikatów prasowych Wojtka Trzcionki. Więcej o wyprawie na: www.mounteverest.pl, www.martyna-adventure.pl i www.martynawojciechowska.pl
Atak na szczyt Mount Everestu, 8848 m n.p.m.
Martyna Wojciechowska2006-10-11 20:17:25
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.48 z 5.00. 25 głosów oddanych
ostrym grzbietem, aż do samego Wierzchołka Południowego o wysokości 8750m. Tu ekipa odciąży plecaki i zostawi depozyt butli tlenowych przeznaczonych na drogę powrotną na Przełęcz Południową. Potem grań staje się bardzo ostra i niezmiernie trudna. I tak, aż do ostatniej największej przeszkody, do tzw. Stopnia Hilarego.
Wejście na szczyt Mount Everestu planowane jest w czwartek około południa (w Polsce będzie rano).
18 maja 2006, czwartek
Szczyt Everestu, 8848 m n.p.m.
Przed południem (czasu lokalnego) na najwyższej górze świata Mount Everest (8848 m ) stanęła Martyna Wojciechowska, dziennikarka TVN, a wraz z nią pozostali Polacy, członkowie ekipy Falvit® Everest Expedition 2006: Bogusław Ogrodnik (Wrocław), Dariusz Załuski (Warszawa), Janusz Adamski (Szczecin), Tomasz Kobielski (Gliwice), Jura Jermaszek (Rosja) oraz Szerpowie Ang Dorjee (to jego dwunaste wejście na Everest), Mingma Tenzing (drugie wejście) i Phur Tenzing (pierwsze wejście). Jako pierwszy z polskiej ekipy na szczyt dotarł Janusz, po nim Tomek. Trzecia była Martyna. Po nich kolejno wchodzili: Dariusz, Szerpowie, Bogusław. Jako ostatni na szczyt dotarł Jura.
Martyna: – Powoli dochodzę do szczytu i widzę, że nie ma Darka, który w tym czasie walczy z zalodzoną maską. Siadam jeszcze przed szczytem przyglądałam się górom dookoła. A więc to już? Naprawdę? Tyle razy widziałam tę Górę w albumach. Tyle razy śniła mi się po nocach... Czuję, że motyle w brzuchu zaczynają rozkładać skrzydła i nieśmiało nimi trzepotać... Uczucie ciepła rozlewa mi się w całym ciele. Powoli dociera do mnie myśl, że... zdobyłam Mount Everest. Weszłam na Najwyższą Górę Świata! Dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, że to nie ma żadnego znaczenia, że jedyne, co jest ważne, Droga. Nie tylko droga na Everest, ale cała droga, którą pokonujesz w sobie, wewnętrzna motywacja, a potem cała przemiana, jaka się dokonuje. Wszystko, co najważniejsze – stało się już wcześniej... do szczytu zostało mi piętnaście kroków. Dogania mnie Darek i razem wchodzimy na szczyt o dziewiątej dwie. W tym czasie Janusz schodzi już w dół, mijając się, podajemy sobie dłonie w uścisku. Jestem dumna, że wszyscy, cała nasza ekipa stanęła na szczycie, i to jednego dnia. W dobrej formie. Nie ma znaczenia, kto był pierwszy, a kto ostatni. Nie miało znaczenia dla Hillary’ego i Tenzinga, kto postawił nogę pierwszy – weszli razem.
Co czułam? Nie było wybuchów radości, ani euforii. Co można poczuć na Dachu Świata? Po pierwsze wielką ulgę, że to już, że nie trzeba iść wyżej. Po drugie – bolesną świadomość, że czeka nas droga w dół i że więcej ludzi ginie na Evereście schodząc, niż wchodząc. Uradowani sukcesem, zdekoncentrowani i zmęczeni, popełniają więcej błędów... I po trzecie – subtelne rozczarowanie, że osiągnęło się cel, którego się pragnęło i do którego przygotowywało się wiele miesięcy czy nawet lat. I że to koniec. Że już nie ma za czym gonić, bo marzenie właśnie się spełniło...
Tekst powstał na podstawie komunikatów prasowych Wojtka Trzcionki. Więcej o wyprawie na: www.mounteverest.pl, www.martyna-adventure.pl i www.martynawojciechowska.pl
Zobacz zdjęcia:
Tybet
,
Nepal
Tybet - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj


























