norwesko-afgańska senna przygoda
matkowski Wyświetlono: 473 razy 2006-10-10 12:38:01![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.70 (127 głosów) |
epizod z podróży powrotnej ze Spitsbergenu przez Norwegię, gdzie jak wiadomo krzyżują się kultury...
Marzniemy. Zima w tym roku przyszła szybko. Chociaż czego mogliśmy się spodziewać stojąc dokładnie na równoleżniku 66’33’’, który wyznacza granicę koła podbiegunowego. Główna droga Norwegii E6 – nasz dom od tygodnia, o zmierzchu staje się prawie nieużywana. Liczymy na ostatnich turystów, którzy wstępują do symbolicznego Centrum Koła Polarnego kupując pamiątki i robiąc zdjęcia. Niestety rozpromienieni i załadowani po brzegi nawet nas nie widzą. Wizja biwaku w 20-to centymetrowym śniegu powoli do nas dociera.
Jeżdżąc autostopem ustalamy sobie różne irracjonalne reguły i teorie. Jedna z nich nakazuje nam zmianę, choćby najmniejszą, wobec nieskuteczności łapania w ciągu pierwszych 15 min. Zrobiliśmy już trzy takie zmiany – najpierw przesunęliśmy się o 3 metry do tyłu i przestawiliśmy plecaki z boku, następnie zmienialiśmy się w łapaniu podczas gdy drugi chowa się za kamieniami, gdy i to nie pomaga próbujemy ściągnąć nasze kurtki puchowe, które niestety są czarne pozostając tylko w samych polarach dla lepszej widoczności. Ustalamy sobie także górną granicę czasu łapania. Tym razem jest to godzina 22. Gdy bezowocne stanie zbliża nas do tego momentu, w którym musimy zrezygnować i zziębnięte ciało marzy już tylko o ciepłym śpiworze, oślepiający snop świateł samochodowych prześwietla nas i zatrzymuje się. Podbiegam z nadzieją, która aż dech zapiera i widzę trzy osoby w środku – trochę ciasne miejsce do upchnięcia się tam w dwóch z dużymi plecakami. Afgańczycy. Nie zauważyli mojego kompana i dlatego zatrzymali się. Chwilę naradzają się po ichniemu, w końcu pozwalają nam się stłoczyć. Jadą za Trondheim czyli ponad 300 km z nami! Po drodze narzekają na mentalność Norwegów, którzy boją się cudzoziemców i wskazują na ormiański wygląd mojego kolegi jako przyczynę naszego pecha w łapaniu. Potem już tylko kleją się nam oczy i gdyby nie ból pleców od niewygodnej pozycji stłoczonej to snem sprawiedliwych posnęlibyśmy na pewno. Przejechaliśmy świecące miasto, w którym panicznie baliśmy się utknąć mając w pamięci ostatnie przedzieranie przez Oslo. Innym razem z pewnością je zwiedzimy ale nie teraz, teraz liczą się kilometry w drodze na południe. Do domu.
Zatrzymujemy się. Jeden z Afgańczyków wysiada na dworcu kolejowym a my jedziemy dalej. Po długiej chwili ciszy Afgańczycy pytają nas co sądzimy o Geroge’u Bushu. Patrzymy po sobie i zgodnie stwierdzamy, że jest to nieuczciwy człowiek bez skrupułów. Chyba uśmiechnęli się po tym oświadczeniu i po chwili zaproponowali nam nocleg u przyjaciela, który mieszka niedaleko. Senni i zmęczeni godzimy się natychmiast na tą propozycję.
Rafi – gospodarz, jest zdeklarowanym muzułmaninem. Na szczęście ich tradycją jest wielka gościnność, więc już niedługo możemy się wykąpać ogarnąć w skromnym pokoiku.
| Oceń relację |
AfganistanWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














