Chorwacja na motocyklu I
mr Wyświetlono: 1767 razy 2004-04-29 17:24:12![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.98 (179 głosów) |
Wyjazd bardzo wcześnie, o 6.00, mamy przed sobą pierwszy długi etap, 611km, jak się potem okazało 90% tej trasy w deszczu. Zawsze unikałem mokrej jazdy ale teraz nie było wyjścia, szkoda tylko, że nie mam ochraniaczy na buty i rękawice.
Gdzieś na autostradzie za Pragą pomyślałem sobie, że kiedy człowiek ma wodę w butach przy 13st.C to trudno mu uwierzyć, że za dwa dni będzie się smażył na plaży.
Karawana składa się z jednego motocykla Kawasaki ZZR600 i jednego samochodu marki Audi 80. Oczywiście liczebność grupy miała być większa, ale czasami łatwiej kupić kolejne piwo niż wrzucić grosik do skarbonki na wakacje w siodle. Tak więc po zwiedzeniu kilku kantorów w Szklarskiej Porębie i zatankowaniu do pełna prujemy przez Czechy do miasta piwa, Pilzna. Po drodze, jako, że pogoda kiepska, widzimy tu i ówdzie samochody na dachach i w rowach, trafił się nawet żółty Porsche Boxster z urwanym prawym, przednim kołem. Przystanki robię coraz częstsze, bo zimno nie pozwala wciskać sprzęgła ani hamulca. Zaczynam zazdrościć tym w Audi, kiedy widzę ich suchych na kolejnej stacji benzynowej. Deszcz ma też dobre strony, nie muszę smarować łańcucha napędowego. Gdzieś 30km przed Pragą zderzyłem się ze ścianą wody przy 160km/h. Ulewa była tak silna, że poczułem się jakby ktoś młotkiem uderzył mnie w kask.
Jeśli ktoś myśli, że Czechy są dalej od Polski na drodze ku Europie, to jest w wielkim błędzie. Im dalej od dużych miast, tym większe wzrasta we mnie uczucie, że cofam się w czasie do lat osiemdziesiątych. Brudne firanki w oknach witryn sklepowych, niemiła obsługa na stacjach benzynowych. Najdziwniejszymi zjawiskami są cuchnące toalety na pięknych, lśniących stacjach zachodnich koncernów. Moje wrażenia ulegają zmianie im bliżej granicy z Niemcami.
Wreszcie zaczynają się serpentyny, ale ciągle w deszczu, a moje metzelery wyraźnie dają mi do zrozumienia abym zwolnił. Na pięknej stacji w Zeleznej Rudzie, miła obsługa bierze mnie za Niemca, bo któż inny jechałby w taki deszcz na motorze. Tak już pozostanie do Bratysławy, jeśli turysta na motocyklu, to na pewno z Niemiec. Tylko celnik z Bawarii nie daje się nabrać i przez 15 minut sprawdza papiery Kawasaki, a potem numery ramy, zapominając w ogóle o sprawdzeniu tożsamości mojej twarzy ze zdjęciem w paszporcie, przez cały ten czas mam kask na głowie.
Pozostało jeszcze około 100km przez góry do Passau, szkoda tylko, że już jest ciemno i ciągle leje deszcz. Przekroczenie przełęczy, wiąże się w mojej sytuacji z nadzieją na lepszą pogodę. Zwykle po południowej stronie łańcucha górskiego jest cieplej. Płonne nadzieje, ani za Jakuszycami ani za Zelezną Rudą pogoda nie poprawiła się ani na jotę. O 22.00 docieramy do naszych znajomych motocyklistów w Pocking. Stawiam buty i rękawice na grzejnik i zasiadam do szampana. Idziemy spać późno w nocy.
Rano sprawdzam stan motocykla, smaruję łańcuch i naprawiam włącznik światła stopu. Pogoda kiepska, jakby zaraz miało zacząć padać.
| Oceń relację |
Komentarze
SłowacjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














Jeśli myślisz, że deszcz to zbawienie dla łańcucha to sie bardzo mylisz.