Maroko 2003
michalw Wyświetlono: 2078 razy 2004-04-29 10:47:38![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.46 (185 głosów) |
Do naszej wyprawy motocyklowej szykowaliśmy się – my czyli Michał Woźniak i Agnieszka Gostkiewicz- już kilka miesięcy przed planowanym wyjazdem. Snuliśmy plany, szukaliśmy map, marzyliśmy... Dzięki naszemu wspaniałemu sponsorowi, firmie CLICO z Krakowa, kupiliśmy kaski, do kasków kurtki, do kurtek motocykl i w drogę!
Początkowo wyjazd planowaliśmy na początku sierpnia i gdy mocno puszczaliśmy wodze fantazji, celem był Dakar. W końcu jeśli z Paryża można jechać do Dakaru, to czemu by nie z Gdyni. Ostatecznie jednak cel podróży zmieniliśmy z Dakaru na Maroko, a wyruszyć udało się dopiero pod koniec sierpnia. Problemem okazała się awaria motocykla (Honda Transalp), której naprawa trwała i trwała...
Wyruszyliśmy 30 sierpnia, był to zimny i deszczowy dzień, my jednak byliśmy szczęśliwi mogąc wreszcie jechać Pierwszą noc spędziliśmy przed granicą w Słubicach w okolicznym lasku. Rano znów obudził nas deszczowy i zimny poranek. Jechaliśmy cały dzień robiąc przerwy, gdy nie wytrzymywaliśmy już z zimna, bądź nasze pośladki nie wytrzymywały z równie przyziemnych powodów. Wieczorem byliśmy jeszcze bardziej przemarznięci niż poprzedniego dnia i rozbiliśmy się na jednym z parkingów przy autostradzie. Nocleg okazał się trochę niefortunny, gdyż z samego rana spotkaliśmy tam dwóch niezbyt miłych policjantów, którzy grożąc deportacją zmusili nas do zapłacenia 20 euro mandatu za nocowanie na parkingu...
Dzień nie zaczął się najlepiej, naszym celem było jak najszybciej opuścić pechowe miejsce i dostać się do Szwajcarii. Plan był dość realny i przy dobrych wiatrach pewnie byłby zrealizowany, niestety tego dnia wiatry nie były dobre kilkaset metrów od nieszczęsnego parkingu, motocykl odmówił posłuszeństwa. Środek autostrady, środek Niemiec i mały kryzys. Skoro już drugiego dnia mamy problem, to co będzie dalej Nie zamierzaliśmy jednak załamywać rąk i czym prędzej wysililiśmy wszystkie nasze szare komórki, żeby wybrnąć jakoś z trudnej sytuacji. Okazało się, że szczęście jednak nie do końca nas opuściło. W miejscu gdzie motocykl po prostu zgasł i nie chciał ruszyć, była bramka w ogrodzeniu otaczającym autostradę. Na szczęście bramka była otwarta, więc czym prędzej z niej skorzystaliśmy wpychając motocykl poza autostradę. Pchanie, bieganie, kombinowanie, wszystko okazało się nieskuteczne i męczące. Motocykl ani drgnął Po krótkim rozeznaniu znów pojawiła się nadzieja. Płot za którym się znaleźliśmy miał jeszcze jedną otwartą furtkę przez którą dało się dotrzeć do niewielkiej ścieżki, skąd mieliśmy nadzieję dostać się do najbliższej miejscowości i tam odnaleźć mechanika.
Plany czym prędzej wprowadziliśmy w czyn. Pchając motocykl przez chaszcze i dość uciążliwy strumyk na którym zaliczyliśmy dwie wywrotki (z czego jedna z powodu jeżyn na które Michał niespodziewanie usiadł;). Szczęście zaczęło nam dopisywać, wkrótce ścieżka zmieniła się w polną drogę, a ta doprowadziła nas do asfaltu i wioski.
| Oceń relację |
MarokoWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














