Zapiski z wyprawy na Cape York
Land Rover, telegraf i krokodyl

Szafirek2006-10-07 08:20:18
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 6 głosów oddanych
środku tropikalnej dżungli. Tylko ten, kto sam próbował przejść kilka metrów w gąszczu deszczowych lasów w strefie równikowej może zrozumieć jak beznadziejnym zadaniem jest wykarczowanie i utwardzenie kilku kilometrów kwadratowych w takim miejscu. Na dodatek do tego nieprzystępnego miejsca trzeba było jeszcze doprowadzić drogę zaopatrzeniową. To właśnie tym szlakiem kilkadziesiąt lat później i my tu dojechaliśmy. Dzisiaj z lotniska nad rzeką Jacky Jacky korzystają wygodni turyści, którzy chcą zaliczyć Przylądek York bez trudów pełnej przygód wielodniowej podróży samochodem. Wojenną przeszłość okolicy przypominają natomiast liczne tu wraki samolotów, które rozbijały się w lesie tropikalnym na skutek awarii lub złej pogody.
Ostatnie 40 kilometrów pokonujemy wąską drogą, która miejscami z trudem już stawia opór deszczowemu lasowi. Choć na zegarku dopiero wczesne popołudnie i gdzieś nad głowami świeci słońce, w gąszczu wiecznie zielonej roślinności robi się tak ciemno, że dostrzegam snop światła z reflektorów. Tylko intuicja i mapa pozwalają na kilku rozgałęzieniach wybrać właściwą drogę. W końcu dojeżdżamy do jej końca. Tu w sezonie działa biwakowisko dla terenówek. Nadchodzi jednak pora deszczowa i po naszych poprzednikach pozostały tylko wydeptane ścieżki, miejsca po ogniskach oraz... śmieci. Ostatnie kilkaset metrów pokonać trzeba pieszo. Najpierw przez dżunglę, potem wzdłuż bajecznie pięknej bezludnej plaży, aż wreszcie po skalnym grzbiecie nad samą krawędź kontynentu. Tu, w cieśninie Torres mieszają się wody dwóch oceanów: Indyjskiego z Pacyfikiem. To niesamowite widowisko. Ocean kipi, jakby z dna miał za chwilę wyłonić się ogromny potwór. Zielone wody Oceanu Indyjskiego z trudem opierają się szmaragdowej masie Pacyfiku, która napiera ze wschodu. Na horyzoncie majaczą zarysy Papui Nowej Gwinei. I ta niesamowita satysfakcja z osiągnięcia wyznaczonego sobie odległego celu. W takim miejscu i w takiej chwili najefektywniej ładuję swoje akumulatory, które muszą mi pomóc przetrwać do następnej wyprawy na skraj świata.
Tekst i zdjęcia: Tomasz Gdawiec
Strona: Â 1 Â 2 Â 3 Â 4 Â 5 Â 6 Â [7]
Zobacz zdjęcia:
Australia
Australia - wybierz obszar, który cię interesuje:
















































GratulujÄ™ i pozdrawiam! :)
dots, 2008-08-27 10:54:54