Trzy dni hamady - część 2
Szafir Wyświetlono: 312 razy 2006-10-06 17:33:12![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.98 (65 głosów) |
Zapiski z wyprawy Land Roverem na marokański skrawek Sahary
Przed świtem wdrapałem się pod szczyt naszej samotnej skały. Nie była wielka. Coś tak, jak dziesięciopiętrowy budynek. Strome podejście po spękanych graniach i luźno rozsypanych kamieniach. Kawałek słońca wychynął zza odległych wzgórz. Ognista kula szybko się podnosi. Czuję, że momentalnie robi się cieplej.
Dopiero teraz, z góry, dostrzegam, że niedaleko od naszego obozowiska kilka aut jechało niedawno na południe. Z tej wysokości widzę ślady kół, które wiodą na lewo od naszych Land Roverów, prosto w dal. Ale przecież tam jest Algieria, myślę sobie. Ciekawe, kto i po co tam jechał. Czy to było jedno auto, które kilka razy przemierzało ten szlak tam i z powrotem, czy może kilka aut, które pojechały tam i nie wróciły? Czy to byli tacy jak my poszukiwacze przygód, czy też tutejsi przemytnicy? W głowie kłębią się scenariusze. Z perspektywy czasu nie wiem dlaczego tak mnie to wówczas zaintrygowało.
Ujrzeć swoje odbicie
Żaden przejazd samochodu po hamadzie nie pozostaje bez śladu. Nawet cztery koła odciskują w kamienistym podłożu dwie równoległe pręgi. Gdy tym samym śladem pojadą później kolejne auta, wówczas koleiny stają się wyraźniejsze. A jeśli sytuacja się powtarza, z czasem powstaje trzeciorzędny dukt. Takich duktów na pustyni są setki. Ktoś zgubił drogę, ktoś inny za nim pojechał, kolejny pomyślał, że poprzednicy lepiej wiedzieli którędy jechać... Tak powstaje plątanina dróżek. Milczący dowód, na to, że wielu było już tu przed nami.
Kim są ci, którzy tu przyjeżdżają? Często robią to, aby na kilka dni uciec od świata. Od telefonów, mediów, hałasu, zanieczyszczeń oraz, a może przede wszystkim, od ludzi. Tak jest przynajmniej w moim przypadku. Totalny brak kontaktu z pędzącą rzeczywistością to najlepsza regeneracja dla ducha. Kiedy jednak spotykam gdzieś na odludziu zapakowaną terenówkę, nie postrzegam jej jako cząstki tego, od czego chciałem uciec. Nie odwracam głowy w inną stronę. Wręcz przeciwnie, szukam kontaktu z ludźmi, którzy jadą tamtym samochodem. Mrugnięcie światłami, podniesiona w przyjaznym geście ręka, uśmiech i wymiana spojrzeń. Wszak pewnie zbliżone powody przywiodły ich w te dalekie strony. Zapewne poszukują tu tego samego, co ja. Takie spotkanie gdzieś daleko od codzienności często kończy się krótką rozmową. Skąd jesteś? Dokąd jedziesz? Jak długo jesteś w podróży? Kolekcjonuję takie spotkania.
Było wczesne popołudnie. Akurat prowadziłem Land Rovera, gdy dostrzegłem na horyzoncie tuman kurzu nad ciemnym punktem. Z naprzeciwka grzeje jakieś auto, powiedziałem przez radio. Po kilku chwilach na sąsiednim, odległym o jakieś 50-60 metrów na północ dukcie dostrzegliśmy wyraźną bryłę Defendera. Nie wiem jak kolegom, ale mnie serce zabiło szybciej.
| Oceń relację |

























