Na zielonej Ukrainie
matkowski Wyświetlono: 977 razy 2006-10-05 15:32:31![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.99 (110 głosów) |
Krótki, acz intensywny wypad na ukraińskie połoniny w długi weekend majowy
Ukraina. Kraj, na wspomnienie którego można dosłyszeć różne, często sprzeczne opinie. I tak, jedni mówią o życzliwych ludziach, drudzy zaś o czynach barbarzyńskich podczas wojny. Dodatkowo sprawę komplikuje zawierucha związana z „pomarańczową rewolucją”. Jedno jest pewne – przed wyjazdem byłem obarczony stereotypami, które przywoływały w mojej głowie obrazy szalonej biedy i ludzi, którzy stoją na placu X-lecia w Warszawie, zarabiających na czym się da i mających ścisłe powiązania z mafią.
Wiedzieliśmy jeszcze jedno - że jest to kraj wielkich przestrzeni i dzikich gór. Tak więc w kochany długi weekend majowy postanowiliśmy doświadczyć Ukrainy na własnej skórze, oczach, stopach i żołądkach.
Już samo dostanie się tam jest przygodą; na przejściu granicznym w Medyce stłoczeni między barierkami w kilkudziesięcioosobowym tłumie, musieliśmy przez ponad dwie godziny dzielić los z tamtejszymi „mrówkami”, dla których jest to chleb powszedni. To przeciskanie się przez „dziurkę od klucza” robiło wrażenie wkraczania do innego świata, znajdującego się za zamkniętymi drzwiami. Tak było w rzeczywistości. Gdy wreszcie jedenaście szczęśliwych, acz wymiętych ciał znalazło się po drugiej stronie, od razu ukazały się stare Łady, Zaporożce, napisy cyrylicą, generalnie była to podróż kilka dobrych lat wstecz.
Za cel naszej wyprawy wybraliśmy uroczą Połoninę Borżawa, położoną niedaleko miejscowości Wołowiec. Sprawa dotarcia na miejsce, początkowo zbagatelizowana, nabrała wagi w chwili gdy dotarło do nas, że nie ma bezpośredniego połączenia kolejowego w tym dniu. Na Ukrainie ludzie przemieszczają się na kilka sposobów: są pociągi (tzw. Platzkarty”), w których wykupuje się bilet imienny i zajmuje miejsce leżące; przed stacją końcową budzi ze snu konduktor, następnie są pociąg klasy 2 czyli zwyczajne „elektriczki” z drewnianymi siedzeniami, oprócz kolei są także konwencjonalne autobusy, jednak zazwyczaj trzeba stać całą drogę z powodu tłoku, no i wreszcie bardzo pomocny środek transportu jakim są prywatne busy, tzw. "marszrutki”. Jedną cechą wspólną wszystkich ukraińskich środków komunikacji jest to, że nigdy nie wiadomo czy pojadą wtedy kiedy powinny.
Ze Lwowa do Wołowca musieliśmy jechać przez Stryj, gdzie okazało się że pociąg jest dopiero za 5 godzin. Po włóczędze i nudzeniu się na stacji doczekaliśmy wreszcie godziny odjazdu, jednak wtedy okazało się ze ten pociąg jest tak naprawdę o 23.16 czyli prawie godzinę później niż nam podano. Podobnie było w innych miastach.
Późną nocą dotarliśmy do Wołowca, skąd zaczynał się nasz szlak na Połoninę.
| Oceń relację |
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju









































