www.michalnap.prv.pl
Słowenia 2006 (część III)


Michalnap2006-09-27 23:39:18
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych

Podczas rozmów w trakcie różnych spotkań towarzyskich dogadalismy sie z pozostaymi uczestnikami tej wymiany i postanowilismy wspólnie wybrać się do Postojnej Jaskinii. Trase przebylismy dosc szybko, gdyż Tobias miał do dyspozycji samochód i zgodził się nas zabrać. Na miejscu zakupilismy bilety do Vivarium i do Jaskinii i rozpoczęliśmy zwiedzanie.
Obejrzelismy ciekawe gatunki roślin i zwierząt żyjące w warunkach jaskini. Później wsiedliśmy do podziemnej kolejki, która zawiozła nas do wnętrza groty. Po drodze mijaliśmy piękne formy skalne, ogromne sale i podziemne zbiorniki wodne. Po kilkunastu minutach kolejka zatrzymała się i rozpoczęliśmy wędrówkę podziemnymi korytarzami. Jaskinia robi wrażenie. Jej wielkość, zwłaszcza długość (20km) jest imponująca. Niestety tłumy ludzi psują caly efekt.....

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy sie w Ljubljianie i objrzeliśmy miasto. Dla mnie była to druga wizyta, ale muszę przyznac ze tym razem miasto bardziej mi się podobało. Mieliśmy więcej czasu, więc poszliśmy na wzgórze zamkowe i zwiedzilismy Ljubljianski zamek, zjedliśmy obiad i pospacerowalismy wzdluż rzeki. Wieczorem wróciliśmy do Mariboru i zmęczeni bardzo ciekawym dniem poszlismy spać.
Niedzielę natomast spedziłem bardzo leniwie. Wyspawszy się:) zwiedziłem miejski park, po raz kolejny wspiąłem się na Piramyde, odwiedziłem winnice i objadłem sie swieżymi winogronami:) oraz pospacerowalem po mieście. I tak minął mój ostatni weekend w Mariborze.......
W następna sobote rano wyruszyłem w 36-cio godzinną podróż powrotną. W celu minimalizacji kosztów wybrałem trasę przez Węgry i Słowację, co niestety znacznie wydłużyło czas podróży, ale głowny cel (niski koszt) został osiągnięty. Z Mariboru dojechałem pociągiem osobowym do miejscowości Pragersko i tam przesiadłem się na InterCity w strone granicy węgierskiej. Bez żadnych problemów nabyłem w kasie bilet do ostatniej stacji Słoweńskiej i potem "przejściówkę" do Zalaleva (pierwszej miejscowości na Węgrzech).
Po drodze konduktor poinformował mnie, ze z powodu remontu mostu granice przekroczymy autobusem i do pociągu wrócimy właśnie w Zalalevie. Ponieważ nie wpływało to na mój plan podróży, wiec spokojnie czekałem na rozwój wypadków. Opuszczając Słowenię nie posiadalem węgierskiej waluty, gdyż nie miałem mozliwości jej nabycia oraz byłem przekonany, że na granicznej stacji bez problemu znajdę kantor lub bankomat. Jakże się myliłem......... W Zalalevie w kasie spotkałem niemiłą babę, która normalnie nie rozumiała angielskiego, ale na stwierdzenie: "I don't have forints. I have euro and credit card" zareagowała natychmiast.... zamknięciem okienka i odwróceniem się ode mnie........
Zobacz zdjęcia:
Słowenia
Słowenia - wybierz obszar, który cię interesuje:




















































