Projekt Korona Ziemi - Wyprawa na McKinley - część II
7summits Wyświetlono: 141 razy 2006-09-27 01:06:31![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.93 (41 głosów) |
Projekt Korona Ziemi - Wyprawa na McKinley - część II
www.7summits.pl
Tekst:Agnieszka Kiela - Pałys
Dzień 7 (11 czerwca 2006): biwak po drodze do obozu drugiego (~2700 m n.p.m.) - obóz trzeci (~3300 m n.p.m.)
Rano okazało się, że robi się pogoda - przestało wiać, nie padał śnieg i zaczęły podnosić się chmury tak, że coś zaczęło być widać, np. kawałek błękitnego nieba albo piękne seraki położone na zboczu ponad naszym obozem, na szczęście w znacznej odległości. Złaknieni pogody wspinacze od rana ruszyli na szlak i przetarli nam drogę do dwójki i dalej do trójki, ruszyliśmy więc i my za nimi, korzystając ze sprzyjających wreszcie warunków.
Zrobiło się bardzo ciepło i zacisznie - można było wędrować w samej bluzie - to dla nas coś nowego, do tej pory windstopper i goretex były konieczne. Wprawdzie w miarę jak szliśmy tego dnia dalej i wyżej, robiło się coraz chłodniej, zaczął prószyć śnieg i wiać wiatr, ale widoczność nie była tragiczna - przynajmniej dało się iść, no i przed nami widać było innych ludzi i było przedeptane, nie tak jak wczoraj.
Do dwójki był jeszcze kawałek stromego podejścia - zeszło nam się ponad godzinę, zanim tam dotarliśmy. Naszym celem na dziś było jednak dotarcie do trójki, więc po krótkiej przerwie i założeniu na siebie czegoś cieplejszego, poszliśmy dalej.
Szło się dobrze, mimo systematycznie pogarszającej się pogody, byliśmy w dobrej formie. Przed samą trójką był jeszcze dosyć stromy trawers, na którym ściągające nas w dół sanki trochę dały nam się we znaki, ale i tak było nieźle od czasu, gdy przymocowaliśmy tyły sanek do liny, którą byliśmy związani. Zrobiły się znacznie stereowniejsze i bardziej przewidywalne.
Wreszcie dotarliśmy do trójki. Z powodu nienajlepszej pogody, sporo osób zdecydowało się tam pozostać przez kilka dni, a dziś wiele osób szło przed nami, więc nie było wolnych miejsc. Brazylijczycy znaleźli sobie jakąś niewykończoną jamę i zaczęli ją przysposabiać do postawienia namiotu, a my zabraliśmy się za budowę murka ochraniającego 2-3 namioty i niwelowanie nierówności terenu. Zeszło nam się ponad godzinę, ale każdy chciał się ruszać, bo zrobiło się znowu chłodno na wieczór. Leighton jak zwykle dwoił się i troił, żeby zbudować prawdziwą twierdzę (wiadomo, inżynier!), a reszta też próbowała dorzucić swoją cegiełkę i to całkiem dosłownie, bo z pomocą piły wycinaliśmy bloki śnieżne z nienajlepszej jakości śniegu i próbowaliśmy donieść je w jednym kawałku na naszą konstrukcję. W końcu uznaliśmy, że jest ok. i można było robić namiot i wpełznąć do ciepłego śpiworka oraz napić się czegoś ciepłego i zjeść kolejny liofilizat. Niektóre są nawet zjadliwe, np.
| Oceń relację |
Stany ZjednoczoneWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
























