Projekt Korona Ziemi - Wyprawa na Aconcagua - część III
Projekt Korona Ziemi - Wyprawa na Aconcagua - część III

7summits2006-09-27 00:51:34
Wyświetlono razy (ostatnio: )
po dżungli jakimś kosmicznym pojazdem z napędem na cztery koła oraz pływanie superszybką motorówką po rzece wraz z podpływaniem pod wodospad i dokumentnym moczeniem turystów - śmieszne nawet to było ;-) Ogólnie wodospady i park przepiękne, warto było tam przylecieć - cudne widoki, tropikalna roślinność, różne zwierzątka takie jak, np. piękne kolorowe motyle, ogromne jaszczury, prześmieszne i bezczelne ostronosy przypominające trochę szopy pracze, a trochę mrówkojady, najładniejsza tęcza, jaką kiedykolwiek widziałam - bajecznie :)
Dzień 23 (30 stycznia 2006): Buenos Aires
Większą część dnia spędziliśmy jeszcze w Iguazu, ale wszystko zobaczyliśmy już wczoraj, więc tego dnia relaksowaliśmy się tylko przy basenie i generalnie próbowaliśmy nic nie robić, żeby odpocząć, ale tak się przyzwyczailiśmy, że coś robimy cały czas, że ciężko było ;-)
Słońce cały czas przygrzewało - zresztą wczoraj już podstępnie nas przysmażyło, więc nie opalaliśmy się za bardzo. Leżeliśmy sobie w cieniu, czytaliśmy, pływaliśmy w basenie, sporządziliśmy listę sprzętu na Denali i listę spraw do załatwienia po powrocie - burżujskie wakacje ;-)
Wieczorem mieliśmy lot do Buenos. Ponownie trafiliśmy do bardzo miłego hotelu NH Latino. Podjęliśmy kolejną próbę zakupu jakichś pamiątek, ale znowu bezskuteczną. Było już późno i właśnie zamknęli ostatnie centrum handlowe. Zdołałam tylko nabyć czekoladki. Ale za to przyjemnie było się przejść po Buenos - na ulicach pełno ludzi, pokazy tanga, zabawy z udziałem przygodnych gapiów, życie kwitło i nawet małe dzieci nie szły spać o 22:00! Południowi ludzie są jednak inaczej zaprogramowani i inaczej nastawieni do życia - bardziej na luzie, z uśmiechem, nawet kierowcy taksówek przeważnie są strasznie sympatyczni, zagadują i opowiadają o Buenos, Mendozie, o Argentynie i o wszystkim, co się da.
Dzień 24 (31 stycznia 2006)/Dzień 25 (1 lutego 2006): Warszawa
Rano wylatywaliśmy do Polski przez Frankfurt - znowu spędziliśmy w kolejnych samolotach niesamowitą ilość czasu, jednak tym razem chociaż lepsze filmy puszczali. Rano 1. lutego byliśmy już na Okęciu - w Polsce pod naszą nieobecność były straszne mrozy, ale już odpuściły i teraz był tylko lekki mrozek, coś jak na Ance, więc się nie przejęliśmy. No i cóż - koniec przygody z kolejną górą - było super i najważniejsze, że się udało - wciąż nie mogę w to uwierzyć!!!!!
Zobacz zdjęcia:
Argentyna
Argentyna - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























