• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28721
  • Porad: 18793
  • Postów: 115527
  • Tematów: 10544

Smoky Mountains - aż za

czarny Wyświetlono: 581 razy 2004-04-25 18:46:47
  Ocena:3.02 (64 głosów)


W piątek 4 lipca wypadał Dzień Niepodległości, więc mieliśmy dłuższy weekend. Postanowiliśmy tym razem ruszyć w góry. Smoky Mountains były najbliżej z tych znanych.
Z Cincinnati to tylko 300 mil, z St. Louis trochę więcej. Postanowiliśmy, że spędzimy dwie noce na szlaku na którymś z kempingów (trzeba niestety było wziąć ze sobą namioty) albo w czymś w stylu wiat (na to trzeba było robić rezerwację, czego my oczywiście wcześniej nie zrobiliśmy, bo nie planujemy weekendów z półrocznym wyprzedzeniem). Założyliśmy, że wiaty będą raczej zajęte, więc trzeba liczyć się z dodatkowymi kilogramami bagażu w postaci namiotów. Umówiliśmy się z Jarkiem i jego bratem na 10 w Sugarland Visitor Center, gdzie trzeba było dostać pozwolenie na biwakowanie (w zasadzie to formalność). Ja przyjechałem po 11, ponieważ przez dwie miejscowości położone blisko gór przejeżdżałem prawie godzinę - korki. Poszedłem do biura spytać się jak wygląda sytuacja z trasami, bo w zasadzie to nie mieliśmy nawet ustalonej trasy, bo nie mieliśmy pojęcia jak one wyglądają, które są interesujące, i ile czasu zajmuje ich pokonanie (odległości w milach niewiele mówią w górach). Pani w informacji od razu powiedziała gdzie będzie dużo ludzi, więc wybrałem mniej zatłoczoną okolicę (rzeczywiście, w sumie spotkaliśmy może 10 ludzi). Mieliśmy szczęście, bo dwie wiaty miały wolne miejsca. Problem był tylko taki, że pierwszy nocleg wypadał 10 mil od miejsca startu, ale w 7-8 godzin nie powinno być problemu z pokonaniem.

Oznaczało to, że najpóźniej musimy wyruszyć o 15. Jarek niestety przecenił trochę swój czas dojazdu (pomijam już fakt, że miał wyjechać o 3 rano - i wyjechał ale swojego czasu, czyli o 4). Dodatkowo zapomniał o ograniczeniach prędkości, ale policja w Tennessee szybko mu przypomniała, i od tego momentu już jechał grzecznie, co dodatkowo opóźniło jego przyjazd. No i oczywiście musiał się przedrzeć przez korki. Ostatecznie dotarł gdzieś po 14, i ruszyliśmy na punkt końcowy szlaku zostawić jeden samochód. Następnie do miejsca startu (znowu korek bo znowu trzeba było przejechać przez miasto). Wreszcie dotarliśmy, spakowaliśmy potrzebne rzeczy, i ok 17 wyruszyliśmy na szlak, na który normalni ludzie wyruszają rano (my najwyraźniej do nich nie należymy). Ale przecież jak my nie damy rady, to kto da? Przecież to są Stany. Tu wszystko jest proste, więc i szlak będzie generalnie odpowiednik polskiego zielonego.

Po dwóch godzinach przekonaliśmy się, że byliśmy w błędzie. Na początku świeciło piękne słoneczko, ze mnie po pół godzinie się lało. Pierwszy strumień i trochę ochłody. Idziemy dalej. Potem cały czas pod górę - przez pierwsze 5 mil. Początkowe słoneczko, zmieniło się w tropikalną ulewę - jakby ktoś lał wodę wiadrami, po 5 minutach wszystko było mokre. Jak to Jarek określił, jak z filmów o wojnie w Wietnamie, wszystko mokre, z nieba się leje, i jeszcze dodatkowo roślinność, momentami nie było widać ścieżki.
Strona:  1, 2, 3, 4


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
Stany ZjednoczoneWybierz obszar który Cię interesuje

Stany ZjednoczoneChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju