Projekt Korona Ziemi - Wyprawa na Kilimanjaro
7summits Wyświetlono: 1242 razy 2006-09-27 00:12:29![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.26 (80 głosów) |
Projekt Korona Ziemi - Wyprawa na Kilimanjaro
www.7summits.pl
Tekst: Agnieszka Kiela-Pałys
Dzień 1 (17 stycznia 2005): wylot z Polski - Arusha (1387 m n.p.m.)
Po całym dniu lotu z przesiadką w Amsterdamie około 21:30 dotarliśmy wreszcie do Arushy. Afryka powitała nas gorącem (w końcu to środek lata!) odczuwalnym mimo wieczorowej pory i swoim własnym lokalnym kolorytem. W drodze z lotniska do hotelu można było przyjrzeć się mijanym wioskom, ludziom, których życie toczy się w większej części na zewnątrz (nie to co u nas - albo biuro, albo dom, ale zawsze za murami), psom i krowom spacerującym po ulicach, posłuchać odgłosów ptaków i świerszczy.
W hotelu rozprostowaliśmy wreszcie nogi po całym dniu podróży, przepakowaliśmy się i wyciągnęliśmy się na łóżkach - jak miło odpocząć w pozycji horyzontalnej :-)
Dzień 2 (18 stycznia 2005): Machame Camp (3100 m n.p.m.)
Część rzeczy miastowych i nurkowych zostawiliśmy w Arushy, a z resztą wyruszyliśmy na szlak. Najpierw formalności przy Machame Gate i spotkanie z całą naszą liczną obstawą - z powodu ogromnego bezrobocia rząd tanzański wprowadził obowiązek zdobywania Kilimandżaro w towarzystwie przewodnika i tragarzy, więc teraz każda wyprawa na tę górę (nawet taka miniaturowa jak nasza) musi mieć kupę osób towarzyszących. Nas było dwoje, a przewodników, tragarzy, kucharzy i innych kelnerów w sumie 8 osób! Aż się nam nieswojo zrobiło, ale ponieważ ogólnie nie kosztowało to jakichś strasznych pieniędzy, no i nie sposób całej tej eskorty skutecznie się pozbyć, więc cóż było robić...
Wycieczkę rozpoczęliśmy z wysokości 1800 m n.p.m. z Machame Gate. Zdecydowaliśmy się na Machame Route, bo stwierdziliśmy, że tak będzie sympatyczniej - sama trasa jest bardzo malownicza, mniej uczęszczana niż Marangu (Coca-Cola) Route i trochę lepsza pod względem aklimatyzacji - na tamtej idzie się tylko pod górę, a tutaj jest chociaż jeden dzień oddechu na podobnej wysokości co dnia poprzedniego. Na wszelki wypadek wzięliśmy sobie opcję dodatkowego dnia na aklimatyzację - może się przyda, a może nie - zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie.
Droga rozpoczyna się bardzo malowniczo w tropikalnym lesie, w którym małpki skaczą w koronach palm. Gdyby nie to, że codziennie przechodzi tamtędy tylu turystów, może jakieś zwierzaki udałoby nam się zobaczyć, a tak to tylko czasem słychać było różne odgłosy dżungli, ale nic się nie pokazało poza małpkami. Żadnych bawołów, ptaków, nic, chociaż podobno tam żyją.
Szło się bardzo dobrze, mimo, że duchota była niemiłosierna.
| Oceń relację |
Komentarze
TanzaniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



























Cześć świetna opowieść i zapewne jeszcze bardziej fascynująca przygoda, tylko pozazdrościć.