Moto Afryka 2000
lordmaciek Wyświetlono: 2225 razy 2004-04-23 11:04:17![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.30 (79 głosów) |
Opis podrozy motocyklem z Gdańska do (Maroko, Sahara Zachodnia, Mauretania, Senegal) Dakaru przez Michała Dominiaka i Maćka Swinarskiego.
EUROPA
I dzień
Wyruszamy z Gdańska. Spotykam się w umówionym miejscu z Michałem i przypomina mi się, że zapomniałem narzędzi - wracam po nie do domu i mam małe zderzenie z polonezem. Na szczęście nic się nie stało. Tuż za Gdańskiem Michała motocykl zaczyna nawalać. Jak się później okazało problem był z filtrem paliwa. Jedziemy, jedziemy a tu Michałowi odpada z przodu hamulec. Tiaaaa, podróż zapowiada się cudnie....
Jakiś miły "pan spod sklepu" ratuje nas śrubką. Odwdzięczamy się piwkiem i ruszamy dalej. Późnym wieczorem dojeżdżamy w okolice Norymbergii.
II dzień
Jedziemy w kierunku Szwajcarii. Wieczorkiem dojeżdżamy do Genewy. Zosia przyjmuje nas pyszną kolacją.
Najnudniejszy kawałek już chyba za nami.
III dzień
Rano w Genewie załatwiamy wizę do Mauretanii. Nie ma żadnych problemów. Michał majstruje coś przy swoim trapie i wygląda na to, że problem filtrem paliwa rozwiązany. Zasuwamy przez całą Francję i w nocy dojeżdżamy do Hiszpanii. Widoczki zrobiły się zdecydowanie ciekawsze.
IV dzień
Jedziemy do Almerii skąd weźmiemy prom do Maroka. Po drodze udaje nam się dokupić olej - kiedy tak zasuwaliśmy to nasze trapy go sporo zżarły. Wieczorkiem wsiadamy na prom. Udany przejazd przez Europę uczciliśmy paroma piwkami.
MAROKO
Spędziliśmy tylko parę godzin na promie, a po wyjściu na ląd czuliśmy się jak w innym świecie. Inne powietrze, roślinność i zupełnie inni ludzie. Prawie nie widać kobiet, mężczyźni spacerujący po mieście trzymają się za ręce. Wszyscy są dla nas bardzo mili. Na nasz widok machają nam i krzyczą "Bien venue au Maroc"(witajcie w Maroku), a samochody trąbią i mrugają światłami.
Po Maroku jeździmy około dziesięć dni. Dziennie robimy po 300km. Śpimy na kempingach albo w oberżach - jest dosyć tanio, ale standard nie jest za wysoki. Staramy się unikać dużych miast i miejsc pełnych turystów. Wolimy podziwiać niesamowitą przyrodę. Znajomość języka francuskiego pozwala mi nawiązać kontakt z miejscowymi i poznać ich zwyczaje. Często jesteśmy zapraszani na bardzo słodką, miętową herbatę, której przygotowywanie jest tutaj rytuałem. W małym czajniku gotowane są liście herbaty i mięty z wielką ilością cukru. Następnie mistrz ceremonii rozlewa to po wszystkich szklaneczkach i wlewa z powrotem do czajnika. Czynność ta powtarzana jest tak długo, aż szklanka w większości będzie wypełniona słodką pianą.
Z Nadoru pojechaliśmy w kierunku Fezu. Po drodze kąpiel w ślicznej zatoczce (Morze Śródziemne), a następnie przejazd przez góry Rif - słynne z uprawy haszyszu. Nawet krótki postój w środku lasu na siusiu kończył się atakiem dealerów.
Najbardziej męcząca jest jazda przez miasta.
| Oceń relację |
Komentarze
SenegalWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



























podziwiam was chłopaki :D tak trzymać!