Mali 2006 - część IV
MaTT Wyświetlono: 250 razy 2006-08-29 00:35:17![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.36 (89 głosów) |
Mali 2006 - część IV
Spakowawszy wszystko udalem sie to innej Tangany na to samo co wczoraj... po zakupieniu jeszcze pomaranczy i przywitania sie z kobita z ktora dzien wczesniej jechalem razem na cierzarowce udalem sie za posterunek policji.... wszucilem lekko przemoczony spiwur i recznik na krzak aby sie troche pozuszyl i zamemu polozylem sie na nowo wybudowanej drodze i tak sobie lezalem z godzinke az do przyjazdu pierwszego auta... ktore ku mojemu zdziwieniu zatrzymalo sie.
Okazalo sie ze auto jest wynajete przez Belga ktory siedzial na miejsciu pazarzera a kierowca byl wynajety razem z autem... tak sie zlorzylo ze jechali do Bamako wiec przez nastepne szesc siedem godzin mialem okazje do naprawde interesujacych rozmow z Tomim. Nie zdawalem soebie sprawy z tego ze Bamako jest az tak daleko...
Tomi pracuje dla firmy ktora jest wynajeta przez unnie aby skontrorowac ekologiczne aspekty nowo powstajacej drogi z Dakaru do Bamako.... od niego sie puzniej dowiedzialem wszystko odnosnie tej drogi wiec moje zaskoczenie odnosnie jakosci drogi oraz ruchu na niej zostalo wytlumaczone.
Cala ta droga do Bamako narpawde zaliczam do naprawde bardzo interesujacych... podczas jazdy w pewnej chwili jakis wiekrzy ptak spotkal sie z prawym refrektoroem tego Land Crusera... zatrzymawszy auto kierowca powiedzial do przejeszczajacego rowerzysty o tym zdarzeniu a Tomi dodal Bonapetit... ku mojemu zdziwieniu rowerzysta zatrzymal sie przy ptaku i zapakowal go na rower.
Oczywiscie podczas calej drogi rozmaiwalem o wielu rzeczach wiec durzo sie dowiedzialem o kulturze i obyczajach tutejszych mieszkancow.
Po paru godzinach dojechalismy do drogi ktora nie jest jescze zaczenta wiec przez nastepne trzy godziny bylem swiatkiem naprawde interesujacej jazdy.. Colin sie przy tym chowa.
Mialem czasami wraszenie ze to sie wszystko w pewnej chwili skonczy i wyjde z symuratora w jakiejejs naszej nadmorsjie miejscowosci.
Dotarlismy do Bamako kolo godziny osmej po poludniu.... Tomi podwiozl mnie przed kafejke internetowa... Po wejsciu do srodka i dogadywaniu sie o cene Tomi wrucil zbadac czy wszystko jest w pozadku w tym momecie poprosilem go aby poczekal z dwie minuty bo przez ten czas zdolam odczytac numer z mojego hotmaila.
Mialem namiar na pewna osobe z Cauchsurfing... niestedy wiedzialem ze udala sie kilka dni wczesniej do Francjia ale zapewnyla mnie ze nie ma problemo abym do niego przyjechal bo morze sie zajac mna Brat od niego. Wiec po odczytaniu nr tomi zadzwonil, tak jak przewidywalem Brat od Babego a raczej jego siostczeniec nie mowil po angielsu ale Tomi wytlumaczyl mu gdzie sie znajduje wiec zaczolem czekac na Namidu. Z Tomim sie porzegnalem zapisujac od niego numer bo tak jak powiedzil jak by co mam do niego zadzwonic.
To jest naprawde ciekawe w takim rodzaju podrozy bo naprawde nigdy nie wierz kogo spotkarz w jakich warunkach badziesz mieszkal..
| Oceń relację |
MaliWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

























