Wycieczka piesza - Szlakiem św. Zdzisławy
kwb Wyświetlono: 449 razy 2004-04-06 15:04:48![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.98 (45 głosów) |
To był ostatni dzień naszego pobytu w Górach Łużyckich. Z zadowoleniem podsumowaliśmy nasz pobyt tutaj jako szczególnie udany. Zobaczyliśmy większość ciekawych miejsc i weszliśmy na ważniejsze góry. Trochę jednak pozostało w nas niedosytu, dlatego też postanowiliśmy jeszcze tutaj wrócić, tym razem z rowerami, aby poznać ten rejon jeszcze dokładniej.
Środa, 25 lipca 2001 r.
Wyruszyliśmy dość wcześnie, aby złapać autobus do Novego Boru. Niestety przystanek, który znajduje się niedaleko kempingu jest jak gdyby peryferyjnym i większość linii autobusowych go omija. Musieliśmy więc z garbami na plecach przejść się do centrum wsi, gdzie zatrzymywał się "nasz" autobus. Kilkanaście koron, kilkanaście minut i już byliśmy u celu naszej podróży. Teraz czekało nas przerzucenie się na dworzec kolejowy i dalej wygodna podróż. Niestety wygodna w marzeniach, ponieważ w Českej Lipie okazało się, że na torowisku są remonty i trzeba skorzystać z komunikacji zastępczej i później znów przesiąść się na pociąg.
Dotarliśmy w końcu jednak do Jablonneho v Podještědí, gdzie chcieliśmy zobaczyć tutejszy kościół, perełkę baroku czeskiego. Ku naszej rozpaczy okazało się, że kościół jest... zamknięty na cztery spusty. Zdegustowani tym faktem, z asterixowymi słowami "ale głupi ci Bohemiacy" na ustach poszliśmy na obiad. Po obiedzie okazało się jednak, że nasza opinia o "głupich Bohemiakach" odniosła skutek, bo kościół zastaliśmy otwarty. Co prawda była w wejściu potężna metalowa krata, ale to nam wystarczyło. Po kuknięciu do wnętrza ruszyliśmy bardzo sympatycznym szlakiem do zamku Lemberk.
Szlak nie jest długi i godny polecenia. Prowadzi najpierw przez przedmieścia, a potem wzdłuż stawu, który swoją nazwę wziął od rodu Markvarticów. Staw nazywa się Markvart. Przed wejściem na wzniesienie na którym leży zamek, warto zboczyć kilkaset metrów i odwiedzić studnię Zdzisławy. Nie jest to wyjątkowej urody obiekt, ale skoro już się tutaj jest...
Wejście na zamek poprzedziliśmy wizytą w Letohradku, czyli jak gdyby letnim pałacyku, gdzie obejrzeliśmy ciekawą wystawę poświęconą Górom Łużyckim. Stąd do zamku już tylko kilkaset metrów. Zostawiliśmy plecaki w jednym z pomieszczeń służbowych obsługi i udaliśmy się z miłą panią przewodnik na zwiedzanie zamkowych sal. Zwiedzanie rwało blisko godzinę i podobało nam się, zwłaszcza sala, w której na suficie namalowanych było ponad sto scen z bajek.
Gdy zeszliśmy do wioski u podnóża zamku, okazało się że zaraz będzie opóźniony pociąg do Liberca. Opóźniony był z powodu remontów, które kilka godzin wcześniej zmusiły nas do uciążliwych przesiadek na autobus. Teraz okazało się, że roboty torowe są nam na rękę - dzięki temu nie musieliśmy kwitnąć godzinę na maleńkiej stacyjce. Teraz już bez problemów dotarliśmy do miejscowości Malá Skála, która miała stać się naszym domem na kilka następnych dni. Ale to już był Czeski Raj, o którym tutaj pisać nie będziemy.
| Oceń relację |
CzechyWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













