PODRÓŻ ROWEROWA DO HISZPANII
mn Wyświetlono: 1606 razy 2004-04-01 15:08:50![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.11 (66 głosów) |
Właśnie minęła północ, a ja z tym moim całym majdanem na podłodze w domu.
8.07.2002
Wszystko już było spakowane, ale już na sam początek pękła mi dętka, w domu był straszny huk. Musiałem wszystko ponownie wypakować, strasznie dużo jest tego wszystkiego i nie mam bladego pojęcia, jak się z tym wszystkim zabiorę. Jutro ma być bardzo ładna pogoda i planuję dojechać do Złotowa.
9.07.2002
Planowałem przejechać 150 km i dotrzeć do Złotowa, ale już pierwszego dnia natura okazała się bardzo wymagająca, gorąc, głowa mnie boli do tej pory od tego słońca i wiatr przez cały dzień albo w twarz, albo z boku, jechało się naprawdę ciężko, czasem się wręcz wlokłem. Sam teren też był dość ciężki, generalnie bardzo mało zjazdów. Przez caly dzień nie spotkałem nikogo z sakwami, czasem gdzieś pod sklepem rozmawiałem sobie z ludzimi i trochę się dziwią, że jadę sam, mnie też zresztą jest przykro, że nie ma nikogo obok z kim mógłbym dzielić trud, podziwiać wszystko i rozmawiać, no ale podjąłem taką a nie inną decyzję i napewno w żaden sposób jej nie żałuję. Właśnie nastraszył mnie jakiś czrny robal i wróciła na pole namiotowe brygada dzieci, jakąś godzinkę temu dobili ludzie ze spływu kajakowego, ja już postawiłem namiot i słucham Programu 3-go, ale zaraz się kładę, jutro muszę wstać bardzo, bardzo wcześnie, gdzieś po 5, żeby po 6 wyruszyć, ma być znów upalnie, więc w południe zrobię sobie z 3 godziny przerwy. Jak te dzieciaki się fajnie śmieją...........Dojechałem do Liszkowa, dystans dzisiejszy to 105 km.
10.07.2002
Ponownie cały dzień wiało, upał ogromny ale i wiatr, przez ten gorąc i wlewanie w siebie wszystkiego co zimne, zrobiłem sobie takiego miksa w brzuchu, że wieczorem cierpiałem. Trasa była ciężka, prosta jak drut, brak zjazdów i podjazdów a to jest jak dla mnie męczące. Musiałem się też z jednego miejsca uciekać, ponieważ jakiś dwóch gości coś zaczęło kombinować. Ludzie są jednak serdeczni i mili. Dotarłem do Margonina, dystans 110 km.
22.07.2002
Jestem już w Hengesbergu, od ostatniego zapisu przejechałem 1300 km. Co przez ten czas się działo? Działo się sporo, wieczorami nie miałem już ochoty pisać i dlatego taka przerwa. Bardzo szybko minęły pierwsze 2 tygodnie, szybko idzie w dół stan moich finansów, ale z tym to sobie jakoś poradzę, tylko ta pogoda, było wszystko, upały, deszcze, burze i prawie każdego dnia silny wiatr, ciągle w twarz, dziś to czasem nie dało się jechać. W Polsce najcudniej oczywiście było w Jurze, w Ojcowie, jak tam jest przepięknie, nic się to miejsce nie zmienia, tylko dziur więcej w drodze, szkoda tylko, że byłem tam jeden dzień a i tak najlepsze co mogło mnie tam spotkać, spotkało, czyli cisza i spokój i ten jedyny, niepowtarzalny szum Prądnika i tym razem rozbiłem sobie namiot tuż obok niego.
| Oceń relację |
Komentarze
SzwajcariaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



























Niemcy to raj dla rowerzystów .Setki kilometrów tras i ścieżek rowerowych przecinających Niemcy we wszystkich kierunkach. Należy zaopatrzyć się w mapę rowerową i unikniesz kontaktu z samochodami.Jeśli mogłeś spać na przystanku to ni miałbyś problemu ze spaniem na ławeczce przy ścieżce rowerowej lub z boku w namiocie ,lub tylko w śpiworze.