Izerski standard
kwb Wyświetlono: 453 razy 2004-03-29 20:35:57![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.13 (39 głosów) |
Tego dnia mieliśmy się rozdzielić. Kasia poszła na jagody nad Izerę, a ja pojechałem na wycieczkę rowerową po okolicy. Zaplanowana trasa nie była zbyt długa, ale też nie mieliśmy zbyt wiele czasu, ponieważ musieliśmy jeszcze tego samego dnia być we Wrocławiu...
Siłą rzeczy więc musiał to być "Izerski standard".
Z Orla pojechałem wygodną szutrową drogą, jakich mnóstwo w Górach Izerskich, na Halę Izerską. Trasa ta oznaczona jest numerem "10". Już na początku Hali, w miejscu, gdzie zaczyna się rezerwat Torfowiska Izerskie” natrafić można na pierwszą tablicę ścieżki przyrodniczej. Ponieważ, gdy byłem ostatnio, jeszcze tej atrakcji nie było, postanowiłem przed dalszą jazdą, odwiedzić poszczególne przystanki i zaznajomić się z ich opisami. Na rowerze nie było to trudne i zajęło mi zaledwie około godziny, a naprawdę warto.
Jeden z przystanków znajduje się przy Chatce Górzystów, więc jak gdyby w naturalny sposób skończyło się na wypiciu piwa. Po krótkiej pogawędce z szefową Chatki, ruszyłem dalej. Wróciłem na drogę i kilkaset metrów pojechałem asfaltem, aby następnie skręcić w lewo (cały czas 10-tką) i pojechać w dół. Rozkosz jazdy w dół niestety wkrótce się skończyła, ponieważ trasa odchodzi od szlaku i wiedzie dalej asfaltem, długo w górę na Polanę Izerską. Tutaj opuściłem asfalt i dalej wygodną, dobrze utrzymaną drogą pomknąłem w stronę Łącznika, leżącego pomiędzy Stogiem Izerskim i Smrekiem. Odcinek ten jest dość długi i momentami monotonny, ale jazdę urozmaicają widoki na czeskie Góry Izerskie z Jizerą (1122 m), a później też doskonale było widoczne Frydlantské cimbuří.
Na Łączniku okazało się, że droga na Stóg Izerski jest ścieżynką, której pokonanie przerasta moje siły, więc fragmentami rower musiałem po prostu pchać przed sobą. Znacznie lepiej poszło mi na wypłaszczeniu, gdzie między kamieniami i dziurami, dość szybko dostałem się do szerokiej drogi wiodącej do schroniska. Odcinek ten jest stromy i bez hamulców się nie obędzie. Niestety mój tylny zaczął wydawać przy próbie jego użycia przeraźliwe dźwięki, a że było bardzo blisko schroniska, nie chciałem niepokoić kontemplujących górską przyrodę znajduchów opalających się przed schroniskiem, i sprowadziłem mojego „Mustanga” na dół.
Schronisko obecnie ma dość niski standard, co mogłem od razu usłyszeć z ust jednej z opalających się „turystek” psioczących na obsługę i warunki, jakie zastała po tak przeraźliwym wysiłku, jakim było wejście tutaj po asfalcie ze Świeradowa Zdroju. W budynku nie ma wody i nie ma również prądu, co oczywiście przekłada się na cenę noclegu, która wynosi 10 złotych. W bufecie wisi również kartka informująca o zakazie spożywania własnych posiłków. O tempora, o mores... W niektórych schroniskach PTTK dzierżawcom w głowach się pomieszało.
Tłumek na tarasie był dość gęsty, więc pomyślałem, że nic tu po mnie i postanowiłem ruszyć w dalszą drogę, tym bardziej, że czasu do umówionego w Orlu spotkania z Jagodzianką miałem coraz mniej.
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

















