Najdzikszy zakątek cywilizowanej Ameryki
ss Wyświetlono: 859 razy 2004-03-29 20:02:41![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.91 (88 głosów) |
Obejrzałem gejzery, gorące źródła i błocko chlupiące samoistnie pod wpływem procesów termalnych zachodzących głęboko pod nim. Przejrzałem literaturę w visitors center i zjadłem loda...
Park Narodowy Yellowstone ma dla mnie jeszcze tylko jedną atrakcję: kilkudniową włóczęgę po ojczyźnie dzikich niedźwiedzi grizzli.
Już drugą godzinę stoję więc przed kontuarem, za którym urzęduje Alice, ranger Parku. Chcę uzyskać permit na overnight backcountry trip, czyli na nocleg w miejscu oddalonym od szosy. Muszę się poddać przyjętej procedurze. Najpierw na specjalnym formularzu mam zadeklarować, którą noc spędzę na którym biwaku. W tym celu muszę stać przy kontuarze, bo tam pod szybką jest jedyna mapa, na której zaznaczona jest zarówno rzeźba terenu (bardzo z grubsza, jak na wszystkich amerykańskich topo maps) jak i numery pól biwakowych. W każdym miejscu biwakowym może danej nocy przebywać tylko jedna grupa; a więc jeśli jakieś miejsce zostanie mi przyznane, to tej nocy nikogo więcej już tam nie wpuszczą.
Na razie jednak, co zaproponuję jakieś campsite, to Alice stuka w komputer, a potem z błyskiem triumfu w oku odpowiada mi, że już jest zajęte. A nieliczne wolne biwaki w żaden sposób nie chcą się ułożyć w jakąś logiczną drogę. W Parku Yellowstone chyba nie słyszano o szlakach wiodących graniami górskimi ani o wracaniu inną drogą niż się przyszło. Wszelkie szlaki wiodą wyłącznie dnami dolin i wyłącznie się rozczapierzają, ale już nie łączą ponownie. Alice kilka razy z naciskiem powtarza mi, że chodzenie poza szlakami jest zabronione. Udaje mi się tą tezę obalić przy pomocy histerycznego ataku na inną rangerkę, która przypadkowo się nawinęła, a do której Alice czuje respekt. Bushwhacking (czyli krzalowanie) jest zabronione w zaznaczonych na ,,mapie'' okolicach gawr niedźwiedzich a poza tym jest tylko not recommended.
Uff, w końcu wypełniłem formularz numerkami potwierdzonymi przez Alice jako wolne. Jeszcze tylko jej podpis... Hola, nie tak prędko. Bardzo powolnymi ruchami Alice przenosi podane przeze mnie dane do komputera.
-- Czy to jest 6 czy G?
-- Coś ty, kobieto, jak może być G, przecież nie ma żadnych wąsów ani nóżek a poza tym w twoim parku numery biwaków są zawsze postaci cyfra-litera-cyfra a nie cyfra-litera-litera! -- Oczywiście nie mówię tego głośno: nazwanie rangera parkowego kobietą mogłoby zostać potraktowane jako harassment.
-- Yes, officer, this is a six, digit six.
Rzut oka na formularz i puk w klawisz. Drugi rzut oka i puk w inny klawisz. Nie ten. Gdzie ten komputer może mieć delete? Coraz lepiej rozumiem, dlaczego miś Yogi nie lubił rangerów Parku Yellowstone.
No, wreszcie wklepane. Komputer nie zgłasza zastrzeżeń, te biwaki są naprawdę wolne. Jeszcze tylko wydruk i podpis. Wolnego, teraz Alice bierze za telefon i komuś dyktuje moją marszrutę myląc się zresztą co chwila. Po chwili odkłada słuchawkę, spokojnie mówi
-- Za daleko.
| Oceń relację |
Stany ZjednoczoneWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













