Z hełmami w Chełmach
kwb Wyświetlono: 434 razy 2004-03-26 16:37:42![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.00 (56 głosów) |
P r z e d g ó r z e S u d e t ó w /Jawor - Paszowice - Siedmica - Nowa Wieś Wielka - Muchów - Myślinów - Myślibórz/
Ta trasa jest krótką wycieczką, więc dobrze jest, aby ją we własnym zakresie przedłużyć, na przykład o okrężny szlak rowerowy "Wokół Wąwozu Myśliborskiego", który ma swój początek i koniec w Myśliborzu.
Na starcie trasy rowerowej IX Rajdu Jesiennego Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich, bo właśnie w jego ramach odbyliśmy tę wycieczkę, stanęło czterech uczestników. To zawsze jest dla mnie zagadką, jak to się dzieje, że tylu ludzi jeździ na rowerach, są one coraz popularniejsze, a jednocześnie, gdy przyjdzie do organizacji jakiegoś rajdu, to z reguły nie ma chętnych na taką formę spędzenia czasu i organizatorzy muszą likwidować takie trasy. My jednak postanowiliśmy, mimo małej frekwencji, utrzymać trasę rowerową.
Do Jawora dotarliśmy oczywiście pociągiem, mając je cały czas pod swoją opieką, no bo jakże by inaczej - Polskie Koleje Państwowe mają rowerzystów gdzieś i w obu składach nie było wagonów bagażowych. Jawor jest na tyle ciekawym miasteczkiem, posiadającym barwną historię i ciekawe zabytki, że nie sposób nie zatrzymać się tutaj i nie obejrzeć miasta. Na pierwszy ogień poszedł oczywiście uroczy rynek z pięknym ratuszem, potem pojechaliśmy do parku, w którym stoi Kościół Pokoju, aby na ławeczce zjeść, chyba jeszcze nie zasłużone śniadanie. Kościół jest obecnie w remoncie, ale można poprosić pana mieszkającego w domu obok, aby go otworzył i pokazał. Wstęp kosztuje dwa złote, do tego jest historia kościoła puszczana z taśmy magnetofonowej, można też w środku kupić widokówki i inne wydawnictwa poświęcone świątyni i protestantom. Turystycznym grzechem byłoby być w Jaworze i nie zobaczyć Kościoła Pokoju - przepięknie w środku ozdobiona budowla
No, a potem to już wsiedliśmy na nasze rowery i pomknęliśmy na południe. Pomknęliśmy, to może za dużo powiedziane, bo zaraz na początku jakiś wieśniak w bordowym polonezie zepchnął mnie do krawężnika, a chwilę później znów zajechał mi drogę i to tak perfidnie, że nie zauważyłem głębokiej i wąskiej dziury w jezdni, w którą oczywiście wpakowałem się przednim kołem. Na szczęście dla mnie nic się kołu nie stało i na szczęście dla palanta, że szybko odjechał. Dalej już powinno być bez problemów, ale niestety prawo serii dosięgło i mnie i po kilku kilometrach okazało się, że moja wysłużona rura od siodełka zaczyna odmawiać posłuszeństwa i siodełko najzwyczajniej w świecie zaczyna kierować swój nosek w górę, co dla faceta jest średnio przyjemne :)))
Potem po wizycie w kościele w Paszowicach oświeciło mnie (łaska z nieba, czy jak?) i postanowiłem spróbować naprawić moje siodełko u gospodarza (na podwórzu nie było bordowego poloneza!). Udało się to dopiero po kilku próbach odkręcenia starej śruby.
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













