Zdecydowałyśmy się szybko na pierwszy lepszy nocleg sto metrów od dworca autobusowego gdzie zostawiłyśmy plecaki i natychmiast poszłyśmy na kolację.
Azja Południowo-Wschodnia'02 -> VANG VIENG i VIENTIANE

Ab2004-03-26 14:07:24
Wyświetlono razy (ostatnio: )
przejechać w niecałe cztery. Szybkość dało się odczuć zwłaszcza na zakrętach, trzymając się kurczowo oparcia dziękowałam wyższym siłom za refleks podstarzałego kierowcy zjeżdżającego w ostatniej chwili z drogi pędzących z na przeciwka pojazdów.
Około osiemnastej byliśmy już w Vientiane i z trudem znalazłyśmy nocleg w raczej obskurnym pokoju za zdecydowanie przesadzoną sumę jak na te warunki 6 dolarów. Był to jednak jedyny wolny pokój w cenie poniżej 10 dolarów w okolicznych domach gościnnych, o czym przekonałyśmy chodząc od drzwi do drzwi kilku z nich. Stolica Laosu nie spodobała się żadnej z nas nie trudno więc przyszła nam decyzja o szybkim
stamtąd wyjeździe. Wielokrotnie niszczone przez najeźdźców , z nieciekawą, szaro wyglądająca zabudową, dziurami w drogach, błotem zamiast chodników, miasto nie robiło najlepszego wrażenia i gdyby nie dwa miejsca, które zobaczyłyśmy następnego przedpołudnia uważałabym pobyt tam za stratę czasu. Pierwsze z tych miejsc to That Luang, święta stupa z 1566 roku - symbol narodowy Laosu widniejący na większości pocztówek oraz banknotach, innymi słowy najważniejsze w Laosie miejsce gdzie, jak wieżą buddyści,
przechowywane są relikwie związane z Buddą. Drugie to Patouxai, czyli łuk triumfalny zbudowany w 1958 roku i wzorowany na łuku paryskim, ciekawy nie ze względów estetycznych ale przez swój styl architektoniczny, który sprawia, że budowla ta wydaje się zupełnie nie na miejscu. Jej konstrukcja miała nawiązywać do stylu budowlanego wprowadzonego przez Francuzów, którzy pod koniec dziewiętnastego wieku przejęli kontrolę nad krajem, i zaplanowali przebudowę Vientiane na podobieństwo ojczystych miast.
W centrum rzeczywiście ciągnie się nietypowa dla laotańskich miejscowości szeroka aleja nazywana Champs Elysses Vientiane, najokazalsze budynki mają charakter postkolonialny, jest też wiele francuskich knajpek,
ciastkarni i w jednej z nich dostałyśmy rozpływające się w ustach cynamonowe ciastko z miodem, karmelem i orzechami... Laos był też jedynym krajem, w którym dzięki spuściźnie po okresie francuskiego panowania kupić można było prawdziwe bagietki ratujące nasze żołądki na kilka dni przed kolejnymi porcjami smażonego ryżu tudzież makaronu.
Nie przedłużając wizyty około trzynastej wyjechałyśmy autobusem podmiejskim w stronę Mostu Przyjaźni, który jest głównym przejściem granicznym z Tajlandią, chcąc jeszcze po drodze zobaczyć Park Buddy znajdujący się 25 kilometrów na południe od stolicy. Jadąc wzdłuż Mekongu obserwowałyśmy zalane przez rzekę coraz dalsze tereny w głąb lądu - poziom wody podnosił się stale od początku pory deszczowej i już
podczas naszego pobytu w stolicy rzeka miała miejscami szerokość kilkuset metrów. Jak dowiedziałyśmy się już po powrocie do kraju niedługo po naszym wyjeździe powódź ogarnęła dużą część tamtych terenów. Niestety położony nad Mekongiem Park pod woda znalazł się jako jedno z pierwszych miejsc i pomniki i rzeźby Buddy oraz wielu hinduskich bogów zalane do wysokości pół metra zobaczyłyśmy tylko z daleka.
Tym samym autobusem , który po kilku minutach zawracał w stronę przejścia pojechałyśmy na granicę.
Zobacz zdjęcia:
Laos
Laos - wybierz obszar, który cię interesuje:










































