• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Azja Południowo-Wschodnia'02 -> XUAY XAY i LUANG PRABANG

ab Wyświetlono: 1040 razy 2004-03-26 14:05:25
  Ocena:3.11 (65 głosów)


W końcu udało się nam wrócić do punktu granicznego, gdzie już bez problemów odprawiono nas z ziemi tajlandzkiej i po przejściu pod drewnianą konstrukcją nazwaną dumnie Bramą do Indochin w ciągu 10 minut przeprawiłyśmy się starą, chwiejną łódką na druga stronę Mekongu.
Pamiętając o kłopotach sprzed kilkunastu minut, na przystani laotańskiej wioski Xuay Xay skierowałyśmy się od razu do punktu imigracyjnego aby załatwić wszelkie wymagane formalności, a zaraz potem do punktu wymiany walut. Kurs za Bahta był dużo lepszy niż się spodziewałyśmy - przez ciągłą inflację laotańska waluta traci na wartości i tamtego dnia 1 BHT warty był 245 Kip (dla przeliczenia 1 złoty to 2450 Kip). Sam proces wymiany dał odczuć, że znalazłyśmy się w kraju komunistycznej biurokracji - dokument, który musiałyśmy wypełnić w kantorze zawierał takie detale jak nasze nazwiska, adresy, wiek oraz zawód. Za sumę 2000 BHT, a więc około 200 złoty, otrzymałyśmy w zamian prawie pół miliona Kip czyli stertę stu banknotów o najwyższym wówczas nominale 5000, które z racji objętości wygodniej było nosić w woreczku niż portfelu. Niedaleko przystani znalazłyśmy pokój za jedyne 100 BHT, ze wspólną łazienką, ale za to z ciepłą wodą i co bardzo ważne z małym balkonikiem gdzie na palącym słońcu nasze kompletnie mokre buty z trekkingu wyschły w ciągu kilku godzin. Po prysznicu wyszłyśmy
rozejrzeć się po wiosce, która oprócz spokoju nie oferowała wielu atrakcji. Jedna świątynia na wzgórzu nie przestawiała się okazale w porównaniu do tych, które widziałyśmy do tej pory, udało nam się jednak podejrzeć jakiś rytuał wyprawiany na pół nagim wieśniaku przez mnichów oraz porozmawiać z dwoma z młodymi mnichami,którzy zresztą sami wszczynali rozmowę chcąc poćwiczyć swój angielski. Jak się dowiedziałyśmy jeden z nich został mnichem w wieku siedemnastu lat, i od dwóch lat przenosił się z klasztoru do klasztoru ucząc okoliczne dzieci matematyki w rzyklasztornej szkole. Mnisi byli jedynymi mieszkańcami tej miejscowości chętnymi do rozmowy, inni, zwłaszcza w porównaniu do wiecznie uśmiechających się Tajów, wydawali się nie tylko
obojętni,ale w niektórych przypadkach nieprzyjaźni, może nawet wrogo nastawieni. W ciągu całego pobytu tam nie zauważyłam żadnego bezinteresownego uśmiechu czy skinięcia głową do których tak przyzwyczaiłyśmy się w Tajlandii i Malezji. Być może miało to swoje przyczyny w wychowaniu w duchu komunizmu, który nie zakłada przyjaznego stosunku do przybyszów z imperialistycznego zachodu . A być może w tym małym przygranicznym miasteczku będącym punktem przejściowym dla wielu ludzi podróżujących w głąb Laosu mieszkańcy mieli już dość turystów. Wydawali się zamknięci, a może zmęczeni? W każdym razie przez nastawienie otoczenia czułam się tam obco i niezbyt przyjemnie. Chcąc jak najszybciej wydostać się stamtąd poszłyśmy poszukać przystani dalekobieżnej, tzw. przystani wolnych łodzi, aby dowiedzieć się jaka jest cena biletu oraz czas odpłynięcia barki do Luang Prabang.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
LaosWybierz obszar który Cię interesuje

LaosChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju