Azja Południowo-Wschodnia'02 -> TAMAN NEGARA
ab Wyświetlono: 1132 razy 2004-03-26 13:37:38![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.44 (151 głosów) |
Dzień następny, czyli sobota, zaczął się od pobudki o zdecydowanie nie wakacyjnej porze - 6.30.
Cała
czwórka sennie wpakowała się do autokaru jadącego do Kuala Lipis, na północny wschód od stolicy, chociaż
co do dalszych planów nie byliśmy jeszcze pewni. Na miejscu miało okazać się czy będziemy nadal
podróżować razem czy rozdzielimy się na jakiś czas, a zależało to od tego czy Kinga i Kuba znajdą biuro lub
guest house, które zorganizowałoby im trekking już od następnego ranka. I udało im się to, zostali więc na
miejscu, a Magda i ja wybrałyśmy od razu dalszą podróż do Taman Negara, chyba najbardziej znanego parku
narodowego Malezji, leżącego trochę dalej na wschód od Kuala Lipis i założonego w najstarszym na świecie
lesie deszczowym, liczącym sobie około 130 milionów lat. Na dworcu autobusowym spotkaliśmy holenderska
parę, z którą złożyliśmy się na taksówkę do przystani łodzi zabierających chętnych w górę rzeki do
kwatery parku. Taksówka kosztowała nas po 10 RM, na pewno trochę więcej niż autobus, z drugiej
strony nie było to wiele jak za 40-minutową jazdę i to w sytuacji gdy gonił nas czas aby zdążyć na
ostatnią łódź.
Gdy przybyliśmy na miejsce, przystań pełna była już czekających na rejs. Po chwili zjawił się główny
"organizator" , wypisał nam bilety powrotne (19 RM w jedną stronę) i poinformował o wszelkich
możliwych zajęciach i wycieczkach z przewodnikiem jakie można było sobie wykupić na terenie parku:
począwszy od nocnego safari, przez wyprawy do wiosek ludów Orang Asli do ekstremalnych sportów
takie jak przejażdżki na szybkich łodziach motorowych. Z jednej strony brzmiało to ciekawie, doszłyśmy
jednak do wniosku, że to wyprawy raczej komercyjne i zdecydowałyśmy się liczyć na umiejętność
odczytywania mapy podczas indywidualnych wypraw.
Podróż łodzią w górę rzeki była atrakcją samą w sobie - była to bardzo płytka i wąska łódź długorufowa z
daszkiem chroniącym od słońca, która zabierała około 10 osób siedzących na podłodze. Poziom wody od
brzegu burty dzieliło może 15, 20 centymetrów i ponieważ było to moje pierwsze doświadczenie w takim
rodzaju transportu byłam przekonana, że łódź jest po prostu przeładowana i nie ma szans abyśmy dopłynęli
do celu z takim przeciążeniem. Ale udało się. Po drodze widok na dżunglę pomagał zapomnieć o moich
wątpliwościach, gdzieniegdzie widać było również bawoły wodne leżące przy brzegu, udało się nam
również dojrzeć kilku członków plemienia Batek - jednego z plemion Orang Asli, czyli pierwotnych
mieszkańców Malezji. Są to ludy, które nadal żyją jak ich przodkowie setki lat temu, zajmując się
zbieractwem i polowaniem na zwierzynę, używając pierwotnych narzędzi, takich jak na przykład włóczni.
| Oceń relację |
MalezjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


















