trzeba ich podzielić na bejrutczyków i prowincjuszy. ci z prowincji są konserwatywni, swojscy, mili o gościnni. mieszkańcy Bejrutu są już znacznie bardziej liberalni i nowocześni. kobiety nie chodzą tak często z zakrytymi głowami. w miejscach, gdzie mieszkają chrześcijanie, bejrut też, jest więcej rozwięzłości. dziewczyny z gołymi brzuchami siedzą na maskach czarnych porszaków, którymi szpanują ich chłopcy, których ojcowie dorobili się nielegalnie majątku. w ogóle ci z bejrutu zachowują się prawie jak europejczycy. są otwarci i kosmopolityczni (a przynajmniej ci kręcący się po centrum miasta, w szczególności na avenue de paris). poza tym są strasznie wieśniackimi szpanerami. miałem wrażenie, że wszystko robią na pokaz, chcą być modni, ale słoma wychodzi im z butów. nie mają klasy. ale to tylko część, której żyje się lepiej. reszta to już typowi (w pozytywnym słowa znaczeniu) mieszkańcy bliskiego wschodu.
a to zależy...
trzeba ich podzielić na bejrutczyków i prowincjuszy. ci z prowincji są konserwatywni, swojscy, mili o gościnni. mieszkańcy Bejrutu są już znacznie bardziej liberalni i nowocześni. kobiety nie chodzą tak często z zakrytymi głowami. w miejscach, gdzie mieszkają chrześcijanie, bejrut też, jest więcej rozwięzłości. dziewczyny z gołymi brzuchami siedzą na maskach czarnych porszaków, którymi szpanują ich chłopcy, których ojcowie dorobili się nielegalnie majątku. w ogóle ci z bejrutu zachowują się prawie jak europejczycy. są otwarci i kosmopolityczni (a przynajmniej ci kręcący się po centrum miasta, w szczególności na avenue de paris). poza tym są strasznie wieśniackimi szpanerami. miałem wrażenie, że wszystko robią na pokaz, chcą być modni, ale słoma wychodzi im z butów. nie mają klasy. ale to tylko część, której żyje się lepiej. reszta to już typowi (w pozytywnym słowa znaczeniu) mieszkańcy bliskiego wschodu.