Los Wiaheros w Karakorum
K2 i Masherbrum - trekking w Karakorum, czyli przygód ciąg dalszy Alicji i Andrzeja pod patronatem Odyssei.Com
Przyjechaliśmy do Skardu z myślą, aby zobaczyć K2. Zaplanowaliśmy sobie wcześniej trekking na Burji La, ale ze szczytu tej przełęczy jednak słynnego ośmiotysięcznika nie zobaczyliśmy. Zapadła decyzja – jedziemy do doliny Hushe, skąd już na pewno K2 zobaczymy. Problem jednak był natury technicznej. Aby wyjść poza wioskę Hushe trzeba mieć pozwolenie i trzeba mieć pojęcie gdzie iść. Nie mieliśmy, ani jednego ani drugiego, więc skorzystaliśmy z pomocy przewodnika, który miał przekonać kogo trzeba, że warto nas wpuścić do strefy objętej pozwoleniem :)

Masherbrum o wschodzie Słońca

Ośnieżone szczyty Karakorum...
Plan wydedukowany, wdrożyliśmy w życie. Aby wszystko szło sprawniej skorzystaliśmy z nabytych już znajomości i pojechaliśmy jeepem, co głupim rozwiązaniem nie było, bo i tak do Hushe busy nie dojeżdżają, tylko co najwyżej duże samochody terenowe zwane tam "vagoon".

Szczyt K2 - do tej pory niezdobyty zimą najwyższy szczyt Pakistanu.
W końcu udało nam się go zaobaczyć.

Górskie kontrasty
Gdy po trekkingu wróciliśmy do Hushe okazało się, że naszego samochodu nie ma. Kierowca odjechał niedługo po naszym wyjściu w góry i do tej pory nie wrócił. Pojechaliśmy więc "vagoonem", a po drodze napotkaliśmy naszego jeep'a, z rozwaloną półośką. Do tej pory nie wiemy co się stało, ale na koniec właściciel agencji oddał nam część pieniędzy i pokrył koszt awaryjnego transportu, więc w sumie na tym wyszliśmy całkiem dobrze.


Alicja Rapsiewicz w Karakorum
Po powrocie do Skardu spotkaliśmy się z Pashą i zaprosiliśmy go na kolację. Chcieliśmy mu w ten sposób podziękować za motor, który nam pożyczył za darmo, ale skoczyło się tym, że nie pozwolił mi za rachunek zapłacić mówiąc: "Nie Andrzej, jesteście moimi gośćmi, a w Pakistanie gość jest najważniejszy. Ja płacę!" - zakończył dyskusję Pasha.

Andrzej Budnik w Karakorum
Następnego dnia, wyruszyliśmy do Gilgit, które jak się okazało potem było targane porachunkami religijnymi pomiędzy Szyitami i Sunnitami... a w zamachach i wybuchach, w tym na pozór spokojnym mieście, zginęło w przeciągu tygodnia 12 osób, ale o tym już w następnym odcinku.
Źródło: www.loswiaheros.pl
Podyskutuj o podróży Alicji i Andrzeja na Forum Odyssei.com
Poprzednie relacje:
Pakistańskie ciężarówki – cuda nie z tej Ziemi!
Karakorum Highway – dlaczego „highway”?
O piekielnym upale i samostopie – Zatoka Perska
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata
Kobieta w Iranie, czyli moda islamska
Czarnych czadorów czar, czyli Welcome to Iran
Patronat Odyssei: LosWiaheros - w kilka lat dookoła świat













