• Relacji z podrózy:
  • Zdjęć: 122723
  • Podróżników: 28209
  • Porad:
  • Postów: 112017
  • Tematów: 10250

Krośnieńskie Spotkania z Podróżnikami


O "Nielegalnym Tybecie" opowiada Artur Matysik, autor ostatniego spotkania pod patronatem Odyssei.Com

Barłomiej Machowski: Byłeś gościem ostatnich Krośnieńskich Spotkań z Podróżnikami, co sądzisz o tego typu imprezach ?
Artur Matysik: Jest to świetna idea. Tego typu spotkania to zawsze wspaniałe zdjęcia z różnych miejsc świata, ciekawe historie oraz informacje praktyczne, przydatne przy planowaniu własnych podróży. Są też dobrą okazją, do zasiania ciekawości świata i chęci podróżowania, szczególnie wśród młodych ludzi, których -co mnie ogromnie cieszy-  nie brakowało na prelekcji.

oryginal - t01

oryginal - t02

B.M. Tytuł Twojego pokazu – „Nielegalny Tybet” – nie jest przypadkowy. Czy możesz rozjaśnić nieco sprawę tym, których zabrakło na pokazie?
A.M. Jak wiadomo Tybet jest pod chińską okupacją, a rząd chiński kontroluje ściśle ruch turystyczny. Chociaż od lat 80 Tybet jest otwarty dla ludzi z Zachodu, wjazd na jego terytorium wiąże się z koniecznością wyrobienia różnorakich pozwoleń. Jest to możliwe tylko i wyłącznie organizując swój wyjazd poprzez biura podróży. To natomiast wiąże się ze sporymi ograniczeniami w poruszaniu po Tybecie, braku niezależności oraz dużymi kosztami. Sprawa staje się tym bardziej skomplikowana, gdy celem jest bardziej wymagający trekking. W naszym przypadku żadne biuro nie zgodziło się na organizację trekkingu bez (z naszego punktu widzenia zbędnych...) tragarzy, stada jaków, kucharza oraz kierowców, uważając trasę za zbyt trudną. Nawet najtańsza opcja przekraczała kilkukrotnie posiadany budżet. Pozostała tylko jedna opcja - Tybet nielegalny : )

oryginal - t03

oryginal - t04


B.M. Czy możesz pokrótce przedstawić przebieg Waszych dwóch trekkingów ?
A.M. Wjechaliśmy do Tybetu od strony zachodniej, zatem pierwszym z trekkingów była kora* wokół świętej góry Mount Kailash. Jest to 52km trasa, pokonywana przez pielgrzymów wielu azjatyckich religii: buddystów, hinduistów, bonistów... Standardowo pokonuje się ją w ciągu 3 dni, mijając po drodze wysoką na ponad 5620 m n.p.m.  przełęcz. Zasadniczym celem naszej podróży był jednak dwutygodniowy trekking pod północno wschodni Everest Base Camp. Ze względu na swoją niedostępność jest on tym najrzadszym  z odwiedzanych. Dotarcie w jego rejon gwarantuje przepiękny widok na trzy wspaniałe ośmiotysięczniki: Makalu, Lhotse oraz Everest.

oryginal - t05

oryginal - t06

B.M. Jakie uczucia towarzyszyły Ci gdy stanąłeś pod najwyższą górą świata ?
A.M. Monumentalna ściana Lhotse oraz Everestu zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Mimo wszystko najwspanialszym pozostanie widok przedwierzchołków Makalu o wschodzie słońca. Po kilku dniach załamania pogody trafił się przepiękny poranek, niebo się rozchmurzyło, a my mieliśmy okazję podziwiać niecodzienny spektakl. Słońce powoli oświetlające masywne ściany Makalu, zmieniające stopniowo swoje zabarwienie oraz gra światłocieni... Całość trwała kilkadziesiąt minut... To była chwila w której pomyślałem, że to jest właśnie ten widok, po który tu przyjechałem :)

oryginal - t07

B.M. Było sporo problemów nim dotarliście pod Everest…
A.M. Brak pozwoleń był ogromnym problemem w poruszaniu się po Tybecie, a szczególnie w dotarciu do miejsca, z którego mieliśmy rozpocząć trekking pod Everest. Szczęście nam jednak sprzyjało. Najbardziej chyba w momencie, gdy po nocnym przemknięciu przez jeden z kluczowych checkpointów, złapaliśmy na stopa ciężarówkę wypełnioną po brzegi drewnianymi belami. Ponieważ zbyt dużym ryzykiem dla kierowcy - Tybetańczyka - było umieszczenie nas w szoferce (pomijając fakt, że i tak byśmy się tam nie zmieścili całą grupą), wylądowaliśmy na wiezionych belach tuż pod zieloną plandeką. Zgnieceni jak sardynki w puszcze jechaliśmy w ten sposób przez kilka godzin.

oryginal - t08

oryginal - t09

B.M. Podczas swojej lądowej podróży osiągaliście dość znaczne wysokości. Jak znosił to Twój organizm ?
A.M. Przejazd ze stosunkowo nisko położonego Yechengu, przez wysoką (ok. 5200 m n.p.m.) przełęcz chińską faktycznie był problematyczny, tym bardziej, że nie mieliśmy możliwości wcześniejszej aklimatyzacji. Duża różnica wysokości oraz brak możliwości jej szybkiego zredukowania (wysokości w Tybecie są nie mniejsze niż około 4500 m n.p.m.) stanowił ryzyko, które trzeba było podjąć. Prawie każdy z nas odczuł skutki choroby wysokościowej, spotęgowanej dodatkowo trudami samej podróży. Wyposażony w piętrowe, krótkie i niewygodne prycze autobus, którym przemierzaliśmy zachodni Tybet, jechał na całym odcinku przez szutrową, często błotnistą drogę pozbawioną asfaltu. Dokuczliwy ból głowy, nudności oraz gorączkę uzupełniały infekcję górnych dróg oddechowych, spowodowane wszechobecnym pyłem. Odcinek ten nie należał do najprzyjemniejszych...

oryginal - t10

B.M. W Tybecie byłeś we wrześniu 2007 roku, jak wtedy wyglądały ograniczenia dla turystów w poruszaniu się w tej części Chin ?
A.M. W związku z dość naiwnymi i nieprzemyślanymi działaniami zachodnich aktywistów pod północnym Everest Base Campem niedługo przed naszą podróżą, sytuacja polityczna uległa pewnemu zaostrzeniu. Nieaktualnym okazała się większość informacji, które posiadaliśmy z internetu oraz najnowszych przewodników. Problematyczne okazało się choćby przedłużenie wiz chińskich, które kosztowało nas nadrobienie kilku tysięcy kilometrów i stratę paru dni.

oryginal - t11

B.M. Jakie jest Twoje zdanie na temat wolnego Tybetu ?
A.M. Wielce naiwnym jest twierdzenie, że Tybet może odzyskać pełną niepodległość. Nie ma możliwości, by rząd chiński za namową Zachodu nagle przeprosił i wycofał się z Tybetu, jak to w uproszczeniu wiele osób sobie wyobraża. Nie znaczy to oczywiście, że Tybetowi nie można pomóc. Żeby to zrobić, należy jednak działać świadomie, biorąc szczególnie pod uwagę mentalność Chińczyków, która jest drastycznie inna od naszej. W przeciwnym wypadku dochodzi do sytuacji, w której efekt jest zupełnie odwrotny od zamierzonego.

oryginal - t12

B.M. Przejechaliście drogą lądową kilkadziesiąt tysięcy kilometrów, a następnie samolotem pokonaliście trasę Hong Kong – Londyn – Kraków. Do tego dochodzą koszty utrzymania przez trzy miesiące. Zdradzisz nam jakim budżetem dysponowałeś ?
A.M. Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają. Powiem tylko, że Tybet jest stosunkowo drogi jak na Azję. Większość kosztów stanowi transport. Odległości są ogromne, co przy braku asfaltu czyni podróż bardzo wymagającą. Dodatkowo trzeba mieć na uwadze, że kierowcy (szczególnie tybetańscy) wiele ryzykują przewożąc białych turystów. Ryzyko musi być więc skompensowane wynagrodzeniem. Niemniej jednak uśredniając koszty transportu oraz utrzymania przez całą podróż, budżet można sprowadzić do kwoty około 15USD / dzień. Do tego doszedł jeszcze koszt powrotnych biletów lotniczych. Mieliśmy szczęście załapać się na bardzo dobrą promocję nieistniejącej już linii Oasis, oferującą przelot Hong Kong - Londyn za około 100 funtów.

oryginal - t13

B.M. Jak wyglądały Wasze przygotowania do wyprawy pod kątem formalnym ?
A.M. Wizę chińską wyrobiliśmy bez problemu, wtedy jeszcze za darmo. Do Kirgizji w tamtym okresie wizy nie były wymagane, a na przejazd przez Kazachstan wyrobiliśmy wizę tranzytową. Do Rosji wiz nie potrzebowaliśmy, a przynajmniej tak nam się wydawało. Oczywiście wydawało nam się źle...  Był to okres zawirowań  politycznych w stosunkach Polska - Rosja, pozmieniały się przepisy wizowe ale mało kto wiedział na jakie. Nawet konsulat w Krakowie nie był w stanie udzielić rzetelnych informacji. Na dwa dni przed wyjazdem było już pewne że wizy są potrzebne a my ich nie mieliśmy. Wyrobienie takowej to przynajmniej kilka dni. Na szczęście znalazła się możliwość szybkiego ich wyrobienia w Gdańsku. Nie było wyjścia - zapakowane w kartonowe pudełko paszporty wraz ze sporą gotówką pojechały przesyłką konduktorską na wybrzeże. Z wbitymi wizami (i bez gotówki) wróciły pociągiem dnia następnego. Było z tym trochę stresu, ale się udało.

oryginal - t14

B.M. No i na koniec coś o zdrowiu. Spora podróżników wybierających się do Azji wykonuje różne szczepienia. Jak to wyglądało u Ciebie ?
A.M. Haha, na tężec (chyba to był on..) szczepiliśmy się nawzajem sami, siedząc na płycie rynku we Lwowie i znieczulając zastrzyki lokalnymi specyfikami : ) Ze względu na klimat malarią się specjalnie nie przejmowaliśmy, a w apteczce z nietypowych rzeczy, znajdował się Acetazolamid (Diuramid), w razie problemów z chorobą wysokościową.

oryginal - t15

B.M. Najbliższe podróżnicze plany ?
A.M. Znów Azja. Marzy mi się zobaczyć Himalaje, ale tym razem od drugiej, południowej strony. Później kupie w Indiach motor i tak wraz z dziewczyną zjeździmy cały kraj. Może zahaczymy jeszcze o Tajlandie, Laos, Kambodże. Wszystko okaże się na miejscu.

oryginal - t16

B.M. Dziękuję za rozmowę i życzę samych sukcesów.
A.M. Ja natomiast dziękuję za wyróżnienie, którym było dla mnie zaproszenie i możliwość zaprezentowania swoich zdjęć podczas kolejnej edycji Krośnieńskich Spotkań z Podróżnikami.

Artur Matysik - biolog molekularny, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Fotograf, członek Stowarzyszenia Nikon Klub Polska. Obecnie zajmuje się cyfrową obróbką obrazu oraz fotografią branży life science. Paralotniarz, miłośnik mikroskopii oraz pasjonat niskobudżetowych podróży, których celem jest droga sama w sobie.
Prywatna strona Artura Matysika: www.matysik.art.pl

*Kora to ogólna nazwa dla rytualnego obejścia wokół punktu kultu (świątynia, góra itp). 

Fot. Bartłomiej Machowski (ze spotkania) i Artur Matysik (z podróży).


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
Wybierz kontynent:
Wybierz kraj:





Jeżeli chcesz otrzymywać nasz Newsletter, wpisz swój adres: