Krośnieńskie Spotkania z Podróżnikami


Zapraszamy do rozmowy z Andrzejem Muszyńskim - autorem ostatniej prelekcji "Vueltaamericana. Samotnie przez Atacamę, dzikie Andy".

Gościłeś w Piwnicy PodCieniami na kolejnej edycji Krośnieńskich Spotkań z Podróżnikami. Co sądzisz o tego typu spotkaniach?

Każde jest inne. Są wielkie festiwale, albo imprezy z pompą czy nawet blichtrem, to o nich się mówi „prestiżowe”. Nie mowie, że są „be”, wręcz przeciwnie, bywają bardzo ciekawe, ale takie bardziej kameralne spotkania maja specyficzną atmosferę. Jest miło, bywa swojsko. Kiedyś czytałem wywiad z fotografem, który jeździł po całej Polsce fotografować spotkania, imprezy poetyckie. Powiedział tak: „A ci ludzie z wielkiego świata, kiedy ich spotykam w takiej dziurze, to są ci sami ludzie, których spotykam tu, ale oni się tam lepiej czują. To widać. I ich cieszy, że jedzą tę sałatkę, którą robiła ta pani z biblioteki, a nie łososia na Nike, który pięknie wygląda jest w cytrynach, wyłożony kawiorem, ale tak naprawdę ta sałatka jest lepsza, naprawdę.” Wiesz  do czego zmierzam. Nie traktuj tego jako podlizywanie się, ale te Wasze Krośnieńskie Spotkania są naprawdę wyjątkowo miłe, przemili ludzie.

oryginal - v1
Andzrej Muszyński przy plakacie promującym spotkanie pod patronatem Odyssei.Com

W jaki sposób przygotowywałeś się do wyjazdu? Chodzi mi zarówno o przygotowanie logistycznej jak i fizyczne.

Najpierw dużo czytałem. Na jednym ze spotkań Wojciech Jagielski powiedział, że na początku lat 90 nikt nie chciał pisać o Afryce w obliczu upadku ZSRR. Wystarczyło, że na zabawie wiejskiej w Rosji milicjant dostał po mordzie i już się o tym pisało. Potem się to zmieniło. I mam wrażenie ze trochę podobnie jest z Ameryką Łacińską. Ciągle pisze się o niej mało. Prócz Artura Domosławskiego to sprawy sporadyczne. Latynolandia jest tylko smakowitym kąskiem dla turystów, a szkoda bo kiedy wylądowałem w Santiago zrozumiałem, że ten kontynent to dynamit, „el fuego” – ogień pod każdym względem, a wszystko co się tam dzieje może być nie lada inspiracją dla Europy. Widziałeś ostatnio artykuł „Cud nad Amazonką” w Neewseeku? Polecam. Ale wróćmy do tematu. Pół roku ćwiczeń -siłownia, basen, bieganie, sprowadzenie map wojskowych z Chile, setki maili, telefonów, zebranie całego sprzętu pustynnego, wysyłka sprzętu górskiego do Boliwii, patronat medialny, sponsorzy.

oryginal - v2


Na wyprawę przez Pustynię Atacama wyruszyłeś w pojedynkę. Nie miałeś obaw przed samotną podróżą?

Nie. Już nie wyobrażam sobie podróżowania w grupie, nawet we dwójke, chyba że chodzi o mocne akcje w terenie, gdzie bez zespołu czasem się nie obejdzie, albo zwyczajnie strach, szkoda życia. Zauważ, że reporterzy, wielcy podróżnicy niemal zawsze jeżdzą sami. Nie bez kozery – kiedy jesteś sam, jesteś TY i WSZYSTKO OBOK, ONI. Wtapiasz się, ludzie zagadują. W grupie już w dwójkę, tworzysz grupę, kółko wzajemnej adoracji albo braku adoracji. Kiedyś rozbiłem biwak sam na Ornaku w Tatrach i mój znajomy mówi mi tak: kurcze super, ale nie rozumiem czemu to robisz sam. Ale on nie spróbował. Kiedy jesteś SAM kontra na przykład  PUTYSTYNIA, żywioł, surowa przyroda, dopiero się dowiadujesz jaki masz charakter. Reagujesz na każdy szelest. To inny wymiar odbierania bodźców, jakichkolwiek. Polecam.

Atacama to najbardziej sucha pustynia świata. Czy możesz nam opisać jakie warunki tam panują i jak sobie w nich radziłeś?

Zależy o jakiej porze. Ja byłem tam jesienią. Dobowa amplituda około 27-30 stopni. Rano składałem namiot w rękawiczkach, a w dzień skwar jak fiks. Miałem po drodze przez 300 km dwa razy cień, pardon, trzy. Wieczorami wieje. Działałem jak automat po paru dniach. Przede wszystkim doświadczyłem największego poczucia samotności w życiu. A pomyśl jak Marek Kamiński w lodzie spędził 60 dni. Już się chyba nie zdecyduję w życiu na dźwiganie na plecach takiego ciężaru. Ale niestety wózka bym tam nie uciągnął właśnie ze względu na ukształtowanie powierzchni. Na mojej stronie jest pełna relacja z trawersu.

oryginal - v3

Co cię najbardziej zaskoczyło, zdziwiło podczas przejścia przez Atacamę?

Trudne jest ukształtowanie terenu, co mnie trochę zaskoczyło. Salar de atacama okazał się naszpikowany sterczącymi kryształami soli, pasmo Domeyki – duże, grząskie i tak jałowe, że jak sobie to przypominam to mnie ciarki przechodzą, bo musiałem tam uaktywnić wyjście awaryjne.

oryginal - v4

Drugim etapem twojej wyprawy było zdobycie najwyższego szczytu pasma Apolobamba - Chaupi Orco (6044 m n.p.m.) w Boliwii. Jako pierwszy zdobyłeś go nową drogą od południa. Co Ci sprawiło największe trudności?

W sumie chyba sam atak szczytowy ale nie ze względu na trudności techniczne, ale z powodu czasu. Nikt tą drogą nie wchodził na Chaupi więc trudno było oszacować precyzyjnie ile nam to zajmie. No i zeszło ponad 17 godzin od wyjścia z obozu na 5525 n.p.m. Po prostu ciężko się szło, śnieg jak cukier, trochę technicznych ścianek. Gdyby nie było pogody nie byłoby szans. Ale aura była po prostu fantastyczna. Ale umordowani byliśmy porządnie. Pamiętam, Osvaldo po zejściu puścił taką zawodową wiązankę latynoskich przekleństw i zakończył –„p....., jutro biorę wolne!”

oryginal - v5

Apolobamba uznawane jest za najpiękniejsze i najdziksze pasmo Andów. Czy ty również tak uważasz?

Nie pamiętam już kto to powiedział, chyba Yossi Brain. Tak, jest zwalające z nóg. Nie jestem wyznawcą teorii, że im większe góry tym ładniejsze, bardziej spektakularne, zwał jak zwał. Wcześniej byłem pod wrażeniem Gór Syberyjkiskich, dzikich, z tymi turniami i lodowcami wiszącymi nad gęsta tajgą. Dopiero w Apolobambie zobaczyłem ta górskość. Stanąłem na przełęczy i mówię: „To jest to”.

Na koniec wyprawy dotarłeś do Miasta Boga - Rio de Janeiro. Jakie wrażenie wywarło na Tobie?

Tego się nie da opisać. Spędziłem tam osiem dni. W ogóle Ameryka Południowa jest jedynym miejscem, gdzie chciałbym zamieszkać na dłużej. Rio to jest jakaś niepojęta sprawa. Poszedłem raz na coś takiego co się nazywa FAVELA PARTY. Wieczorem w niedzielę w dzielnicach biedy, tych osławionych slumsach wszyscy wychodzą do wielkich hangarów na imprezę. Jak zobaczyłem jak oni tańczą, co tam się dzieje, to stanąłem na środku i musiałem dochodzić do siebie. Miasto niebywałych kontrastów, pulsujące, intrygujące. Chciałbym tam wrócić na dłużej, no i Brazylijki.

oryginal - v6

Piszesz na swoich stronach internetowych, że przemierzasz najbardziej odległe i "zapomniane" rejony Ziemi, jesteś miłośnikiem wielkich przestrzeni i "końców świata". Który „koniec świata” zamierzasz teraz zdobyć?

Na razie spokojniej w wakacje. Mam trochę obowiązków ale w lipcu planuje przepłynąć kajakiem Karelie, musze łyknąć trochę ruskiego powietrza, stęskniłem się za Wschodem. A Karelia to płuca Europy – tajga, woda,  taaaka ryba no i Rasija. Spływ na jakieś 10 dni. Potem jak nic nie stanie na przeszkodzie będzie coś z grubej rury. Cały czas żyję nadzieją, że uda mi się nakręcić film dokumentalny w Nigrze, w listopadzie o karawanie solnej i rebelii tuareskiej. Czekam na pozwolenie władz Nigru, no i nie wiem jak będzie ze sfinansowaniem projektu

Dziękuję za rozmowę i życzę spełnienia podróżniczych marzeń.

Dzięki. Zapraszam na witrynę: www.andrzejmuszynski.com, pozdrawiam ODYSSEUSZY.

Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
Wybierz kontynent:
Wybierz kraj:





Jeżeli chcesz otrzymywać nasz Newsletter, wpisz swój adres:

  • Relacji z podrózy: 16870
  • Zdjęć: 118147
  • Podróżników: 24268
  • Porad: 18761
  • Postów: 91389
  • Tematów: 8674