Jest jeszcze jeden sposób, który jest mało popularny, ale i przy okazji trochę ryzykowny, a mianowicie...
Dostajemy się do jednego z hub'ów lotniczych, czyli największych portów przesiadkowych w Europie, zwykle związanych z jakąś duża linią lotniczą, typu Frankfurt - Lufthansa, Londyn - BA, Paryż - Air France, Kopehaga - SAS itp., wchodzimy na lotnisko i czekamy... czekamy na bilet do Ameryki Południowej nawet za 50 USD. Niemożliwe? Zdarza się, że ludzie po prostu nie wykorzystją swoich wykupionych miejsc, lub jest ich na tyle dużo w samolocie, że przewoźnikowi opłaca się sprzedać go prawie za darmo - ceny niżeszj niż 50USD nie można się raczej spodzieać, bo człowiek tez waży + jego bagaż, a samolt tez musi coś jeść

Czasem można spędzić spędzić dzień, czasem trzy, a czasem tydzień, ale znam dwie osoby, który za tak śmieszn epieniądze łaśnie poleciały do Ameryki Południowej jedna i do Australii druga...
Jedna uwaga techniczna - jeśli wybieramy jakiś hub to musimy znać dobrze jezyk w danym kraju, bo tu liczy po pierwsze zrozumienie komunikatu, że na taki i taki lot jest wolne miejsce i trzeba szybko się zorientować, który terminal - gdzie iść.
Jednak taka opcja jest możliwa raczej tylko dla samotników, którzy nie mają ściśle określonego miejsca docelowego, bo bilet może być i do Caracas, jak i do Buenos Aires - tu np. kwestia odwórcenia trasy wyprawy musi być realna.