Patronat Odyssei: Nowa Zelandia
Przeczytaj relację z interesującej podróży po Nowej Zelandii wraz z praktycznymi poradami
20 grudnia 2008
Wyspa Północna żegnała nas ulewą. Rankiem odpływał nasz prom, który zawiózł nas na Wyspę Południową, do Picton. Tam niestety również przywitał nas deszcz. Niezrażeni pogodą wyruszyliśmy jednak dalej do Abel Tasman National Park, z myślą o kąpieli w morzu i małym lenistwie nad wodą. Nasz upór został nagrodzony, bowiem wieczorem wypogodziło się i mogliśmy zażyć kąpieli słonecznej, z tej w morzu już zrezygnowaliśmy, bo wieczorną porą temperatura wody była jednak odstraszająca.
21 grudnia 2008
Od rana towarzyszył nam deszcz. Opuściliśmy nadmorską wioskę Keiteriteri i jadąc wzdłuż Parku Narodowego Kahurangi i doliny rzeki Motueka River skierowaliśmy się na południe. Po przejechaniu przełęczy Lewis postanowiliśmy zażyć trochę relaksu i zatrzymaliśmy się w Hanmer Springs, wioski słynącej z basenów termalnych, w których postanowiliśmy się wymoczyć. Siedząc w gorących basenach i oglądając okoliczne wzgórza (zimą widok musi być spektakularny) odpoczęliśmy trochę od trudów podróżowania lewą stroną drogi. Udaliśmy się następnie na w kierunku Akaroa, miejscowości położonej na półwyspie Banksa, do której dotarliśmy omijając Christchurch, największe miasto na Wyspie Południowej. Akaroa to miasto o korzeniach francuskich. W 1837 półwysep Banksa nabył od miejscowych
Maorysów zauroczony tym miejscem kapitan francuskiego statku wielorybniczego. Kiedy jednak pojawił się 3 lata później z osadnikami, obowiązywał już Traktat z Waitangi oddający Nową Zelandię pod opiekę korony brytyjskiej. Francuscy osadnicy postanowili zostać i do dziś Akaroa określana jest jako la petit France. Część ulic zaczyna się od „Rue”, nad napisem „Police” jest napis „Gendarmerie” no i jest to bodajże jedyne miejsce na Nowej Zelandii, gdzie można kupić bagietkę (nie wliczając oczywiście dużych marketów gdzie można zakupić wszystko). Mieliśmy szczęście nocować w położonym na okalających miasto wzgórzach Holiday Parku, z którego roztaczał się widok na miasto i zatokę Akaroa.
22 grudnia 2008
Po śniadaniu (obowiązkowa bagietka) wpadliśmy do pobliskiego, położonego w Barrys Bay sklepu z serami. Sklep przylega do fabryczki, w której te sery się produkuje, i których produkcję można co drugi dzień podziwiać poprzez wielką szybę. Niestety, trafiliśmy na co pierwszy dzień, ale nabyliśmy trochę produktów tej fabryczki. Po drodze na półwysep Otago, który tego dnia był naszym celem, zatrzymaliśmy się na plaży w pobliżu miejscowości Maoraki, na której leży kilkadziesiąt głazów (Maoraki Boulders) o kulistym, rzadko spotykanym w przyrodzie, kształcie. Najprawdopodobniej mają one pochodzenie wulkaniczne (podwodny wybuch). Wieczorem zajechaliśmy do położonej na półwyspie Otago miejscowości Portobello.

23 grudnia 2008
Większość dnia spędziliśmy na półwyspie Otago. Jest to miejsce, gdzie dzikie zwierzęta występują tuż przy osadach ludzkich. Dość powiedzieć, że w Dunedin można natknąć się na pingwiny (niebieskie) wracające wieczorem do swoich, wydrążonych w klifie, nor. Zwiedziliśmy jedyną położoną na stałym lądzie kolonię albatrosa królewskiego. Rozpiętość skrzydeł tego ptaka przekracza 3 metry. Nieopodal kolonii położony jest jeszcze jeden obszar, gdzie można obejrzeć kormorany, foki (powyżej 150, w tym młode) oraz dwa gatunki pingwinów – niebieskie i żółtookie. Zobaczyliśmy tylko niebieskie. Jest to najmniejszy gatunek pingwina, dorosły osobnik waży około 1kg.
Jadąc w kierunku Dunedin okazało się, że zbiornik paliwa jest prawie pusty a na półwyspie nie ma stacji paliw. Jechaliśmy z duszami na ramieniu, patrząc na bezlitosny komputer samochodowy pokazujący szybko zmniejszającą się liczbę kilometrów do przejechania. 2 kilometry przed najbliższą stacją komputer pokazał „0“, ale jakoś, na oparach udało się zajechać. Bogaci w benzynę zawróciliśmy na półwysep, żeby zwiedzić zamek Larnach, jedyny w Nowej Zelandii, wybudowany w XIX wieku przez ekscentrycznego biznesmena. Z Larnach pojechaliśmy do centrum Dunedin i obejrzeliśmy trochę przereklamowany (na zdjęciach w przewodnikach są wszystkie 2 zabytkowe budynki na tym placu) Octagon, dworzec kolejowy i fabrykę Cadbury.
Resztę dnia i część wieczoru spędziliśmy jadąc do Fiordlandu, gdzie planowaliśmy spędzić Święta Bożego Narodzenia. Dojechaliśmy do Te Anau i podarowaliśmy sobie trochę luksusu, na 3 noce wynajmując samodzielną kabinę w miejscowym holiday parku.
24 grudnia 2008
Te Anau położone jest przy jeziorze o tej samej nazwie we Fiordlandzie, jednym z największych (1,25 mln ha) parków narodowych świata. Wstaliśmy dość wcześnie jak na tak wygodne łóżka i pojechaliśmy do Milford Sound, gdzie wsiedliśmy na statek i odbyliśmy rejs po fiordzie Milford Sound.

Rejs trwał około 2h i był wart każdych pieniędzy (bez przesady, oczywiście). Klify skalne opadają prawie pionowo do wody, nad wodami fiordu wznoszą się majestatyczne góry, z największym (1692 m.n.p.m.) Mitre Peak. Pogoda była dla nas łaskawa (odnotowuje się tu bardzo wysokie opady) a Milford Sound okazał się jednym z najpiękniejszych miejsc, jakie widzieliśmy.
W drodze powrotnej, nieopodal wylotu z tunelu Homera (945m długości) mieliśmy ciekawe spotkanie. Na dachu naszego samochodu wylądowała papuga kea. Ptak ten często pojawia się w pobliżu ludzi w poszukiwaniu jedzenia (nie należy jednak go karmić), znane są przypadki dewastowania samochodów, bo kea bardzo lubi gumowe uszczelki. Jadąc dalej zatrzymaliśmy się przy Mirror Lakes. W bezwietrzną pogodę, w kryształowo czystej wodzie tego jeziora można ujrzeć lustrzane odbicie gór Fiordlandu. Nie mieliśmy tego szczęścia, ale nawet połowa widoku jest zachwycająca.
Po powrocie do Te Anau i zrobieniu zakupów przystąpiliśmy do przygotowywania kolacji wigilijnej. Nie było tradycyjnych polskich potraw, zamiast karpia była tarakihi, ale liczba i postny charakter się zgadzał. Mieliśmy szczęście, bo ok. 100m od naszego holiday parku był kościół katolicki i mogliśmy wziąć udział w nieco przyspieszonej pasterce.
25 grudnia 2008
Na ten dzień nie zaplanowaliśmy szczególnych przedsięwzięć. Boże Narodzenie spędziliśmy w Te Anau – jedyny dzień totalnego lenistwa podczas całej podróży.
26 grudnia 2008
Tego dnia opuściliśmy Fiordland i skierowaliśmy się ku zachodniemu wybrzeżu Wyspy Południowej. Jechaliśmy wzdłuż malowniczego jeziora Wakatipu, odwiedziliśmy też masteczko Arrowtown z budynkami w westernowym stylu. Po przejechaniu przełęczy Haast znaleźliśmy się w miejscowości Haast. Na tutejszej plaży można podziwiać konary drzew zawleczone przez górskie rzeki do Morza Tasmana a później przez to morze wyrzucane na brzeg. Mieliśmy nadzieję obejrzeć panoramę najwyższego szczytu Nowej Zelandii – Mt Cook, ale z uwagi na deszczową pogodę nie udało się nam. Zresztą maoryska nazwa Mt Cook – Aoraki, czyli Przebijający Chmury, świadczy o tym, że niezbyt często można ją oglądać w pełniej krasie. W miejscowości Fox Glacier obejrzeliśmy lodowiec Fox’a, dość dziwnie wyglądający wśród bujnych lasów deszczowych. Na nocleg wybraliśmy wioskę Franz Josef Glacier (nazwa od znajdującego się tam lodowca Franciszka Józefa).
27 grudnia 2008
Pogoda poprawiła się tego dnia i zawróciliśmy na południe, do jeziora Matheson. Podobnie jak w przypadku Mirror Lakes, można w nim oglądać odbicie gór (Alp Południowych) i podobnie jak w przypadku Mirror Lakes wiał wiatr, więc w niespokojnej tafli wody nie można było dopatrzeć się Alp, ale jezioro jest naprawdę piękne. W drodze na północ obejrzeliśmy lodowiec Franciszka Józefa. West Coast, którym poruszaliśmy się tego dnia znane jest z wydobycia i obróbki jadeitu. Jest tu wiele fabryk i sklepów oferujących ten minerał w postaci biżuterii. Można również oglądać proces obróbki pounamu, jak nazywają jadeit Maorysi.
Minąwszy Greymouth, pojechaliśmy do Punakaiki obejrzeć Pancake Rocks, Skały Naleśnikowe. Powstały poprzez osadzanie obumarłych żyjątek morskich na dnie, ale nikt nie wie, jak uformowały się warstwy. Potem, na nocleg, zawróciliśmy do Greymouth.
28 grudnia 2008
Tego dnia kończyła się nasza przygoda z samochodem. Jakimś niewyobrażalnym cudem udało nam się nie spowodować wypadku, ani runąć w przepaść na krętych górskich drogach i po przejechaniu prawie 5 tysięcy kilometrów oddaliśmy samochód do wypożyczalni. Następny etap to podróż pociągiem Tranz Alpinie, jadącym z Greymouth do Christchurch. 223. kilometrowa trasa prowadzi przez przełęcze Alp Południowych, przez 19 tuneli (w tym najdłuższy 8,5 kilometrowy Tira), dolinę rzeki Waimakariri i równiny Canterbury. Widoki są naprawdę niesamowite. W składzie pociągu znajduje się wagon widokowy, z którego bez przeszkód można podziwiać trasę. Podzieliliśmy tę podróż na dwa dni. 28 grudnia
wysiedliśmy w Arthur’s Pass.
Miejscowość ta jest nie tylko najwyżej położoną stacją kolejową w Nowej Zelandii (737 m.n.p.m.) ale także centrum parku narodowego o tej samej nazwie. Po zdobyciu noclegu (nie było łatwo) poszliśmy szlakiem do 131. metrowego wodospadu Devils Punchbowl, gdzie udało nam się uchwycić tęczę, którą zachodzące słońce wytworzyło w kroplach wody.
29 grudnia 2008
Ponieważ Tranz Alpinie do Christchurch odjeżdzał o 15.57, więc przez południem udaliśmy się jeszcze na Scott’s Track, prowadzący na Avalanche Peak. Na sam szczyt nie doszliśmy, ale wynagrodziły nam to widoki na Devils Punchbowl i całą przełecz Arthur’s Pass.
Przed wejściem do pociągu mieliśmy jeszcze kilka spotkań z papugami kea, które były naprawdę natrętne. Największą atrakcją w drugiej części podróży jest dolina rzeki Waimakariri, którą doskonale widać z wiaduktów (najwyższy – 73m.).
Wieczorem zajechaliśmy do Christchurch i byliśmy skazani na nocne zwiedzanie wiktoriańskiego centrum tego miasta z słynną katedrą w jego centralnym punkcie.
30 grudnia 2008
Rano udaliśmy się na lotnisko, bo o 11.15 mieliśmy lot do Auckland. Po przylocie do Miasta Żagli i zakwaterowaniu w hotelu postanowiliśmy odrobić trochę zaległości, jeśli chodzi o zwiedzanie.
Zaliczyliśmy obowiązkowy punkt programu, czyli wjazd na Sky Tower. Oprócz podziwiania panoramy miasta z tego najwyższego na półkuli południowej budynku, można również oddać z niego skok na bungy oraz przejść się dookoła wieży kładką o szerokości 1,20m (żadnych poręczy, tylko uprząż) na wysokości 196 metrów. Jakoś się nie skusiliśmy.
31 grudnia 2008
Rano pojechaliśmy do oceanarium Kelly Tarlton Underwater World’s, gdzie można podziwiać dwa gatunki pingwinów, rekiny, olbrzymie płaszczki i wiele gatunków stworzeń morskich. Szczególnie przypadły nam do gustu koniki morskie.
Stamtąd pojechaliśmy na Mt Eden, najwyższy (196 m.n.p.m.), wygasły 60 tys. lat temu wulkan w Auckland ( na terenie miasta jest ich kilkanaście). Z wulkanu rozpościera się widok na całe miasto, trzeba jednak również patrzeć pod nogi, bo usłany jest odchodami pasących się tu w dużych ilościach krów (i pomyśleć, że Mt Eden znajduje się w granicach największego w Nowej Zelandii miasta;o).
Był to ostatni punkt naszego programu. Spakowaliśmy się i udaliśmy na lotnisko. Lot (do San Francisco potem do Frankfurtu) mieliśmy o 19.50, ale w końcu coś musiało pójść nie tak. Okazało się, że nawet lecąc tylko tranzytem przez Stany Zjednoczone (bez wychodzenia ze strefy eksterytorialnej) trzeba mieć również wizę, o czym nie wiedzieliśmy (w większości przypadków wiza nie jest wymagana, nie wchodzi się wszak na terytorium danego państwa). Marta takiej nie ma i zostaliśmy zmuszeniu do zmiany planów. Nowy Rok przywitaliśmy na lotnisku, najszybciej na świecie, bo już o 12.00 czasu polskiego i o 1.10. wylecieliśmy do Singapuru.
01 stycznia 2009
Po przylocie do Singapuru, mając ok. 8 godzin czasu, załapaliśmy się na darmowy autobus do miasta (są jeszcze darmowe wycieczki, ale już nie było miejsc). Wystarczy wypełnić formularz imigracyjny, (na którym jest informacja, że za przemyt narkotyków grozi kara śmierci!!!!!) i udać się do odpowiedniego stanowiska. Singapur okazał się wielokulturowym miastem-państwem o wysokiej temperaturze i zabójczej wilgotności powietrza. Zwiedziliśmy dzielnicę Małe Indie i wróciliśmy na lotnisko.
Stąd żabi skok – 13. godzinny lot do Frankfurtu, gdzie wsiedliśmy w pociąg do domu. I tak zakończył się najdłuższy, bo aż 36. godzinny dzień i nasza podróż życia do Kraju Długiej Białej Chmury.
Trasa podróży:
Wyspa Północna Wyspa Południowa

Sponsor:
Garść porad dla planujących podróż
Transport
- Przelot do Nowej Zelandii. Jakbyście się nie starali i wcześniej bilety kupowali to i tak ich koszt stanowić będzie większą część wszystkich wydatków. My bilety kupiliśmy 5 miesięcy wcześniej i wyniosły nas (w dwie strony, dla dwóch osób) 10 000 PLN. Mała dygresja dotycząca linii lotniczych: w japońskich liniach trzeba przyznać, że rozmiary foteli przystosowane są do obywateli ich kraju i na dłuższą podróż nie polecamy – ogólne drętwienie wszelkich kończyn;o); linie nowozelandzkie prezentują się bardzo dobrze w porównaniu z japońskimi, ale maksymalną skalę punktów w naszej ocenie otrzymują linie singapurskie: wygodne, szerokie fotele, nowoczesny sprzęt elektroniczny – można nawet uczyć się języka japońskiego, malajskiego i hindu!!!, w prezencie otrzymuje się skarpetki, szczoteczkę do zębów i mini pastę, a w toalecie znajduje się płyn do płukania ust, krem po goleniu, wszelkie kobiece przybory higieniczne, szczęścia dopełnia bardzo uroczyście prezentująca się obsługa, która jest ubrana w uniformy w tradycyjne singapurskie wzory, które całością przypominają japońskie kimona.
- Transport publiczny w Nowej Zelandii. Z racji podróżowania samochodem nie mieliśmy zbyt wielu okazji, ale te, które mieliśmy udowodniły, że zarówno pociąg jak i autobus do najtańszych nie należą (jazda autobusem z jednego końca Tongariro Crossing na drugi – 25$). Do tego nie kursują zbyt często. Dla tych, którzy chcą zobaczyć kilka wybranych miejsc i spędzić w nich po kilka dni dobrym rozwiązaniem jest samolot. Jest tam dużo lotnisk a jeśli odpowiednio wcześniej kupimy bilety to można dużo zaoszczędzić. Nas samolot z Christchurch do Auckland na dwie osoby kosztował 162 $.
- Wynajęty samochód. To chyba najbardziej optymalny środek transportu. Zapewnia swobodę działania i jest najbardziej opłacalny. Bardzo popularnym środkiem transportu są campervany, my wybraliśmy opcję – samochód osobowy + namiot. Koszt wynajęcia to kilkadziesiąt dolarów dziennie, ceny oczywiście różnią się w zależności od rodzaju samochodu, pory roku i dostępnych promocji, a także ilości dni na jakie chce się wynająć samochód. Paliwo jest tańsze niż u nas, koszt benzyny 91 OCT to ok. 1,4 $, oleju napędowego – ok. 1,1 $ (celowo nie podaje cen w PLN, bo kurs jest teraz zmienny). Trochę czasu zajmuje przyzwyczajenie się do ruchu lewostronnego, trzeba uważać na skrzyżowaniach, bo pierwszeństwo mają skręcający w prawo. Polecam samochód z automatyczną skrzynią biegów, nie trzeba się dodatkowo zajmować gałkologią;-). Drogi położone w wyższych partiach terenu są dość kręte i należy to wziąć pod uwagę, choćby przy planowaniu podróży, bo znacznie wydłużają jej czas.
Zakwaterowanie
- Dla turystów podróżujących transportem publicznym optymalnym rozwiązaniem jest sieć hosteli. Opisane są jako Backpackers (plecakowcy ) Ceny wahają się w zależności od miejscowości i standardu, łóżko w pokoju wieloosobowym kosztuje ok. 25-30$, pokój dwuosobowy 70-100$ za noc. Hostele posiadają kuchnie, standardem są naczynia kuchenne i sztućce (czasami nawet przyprawy), pralnie, suszarnie, dostęp do Internetu (dodatkowo płatne).
- Holiday Park. To oferta raczej dla ludzi podróżujących samochodami. Stanowisko dla campervana (wraz z przyłączem do energii elektrycznej) z dwiema osobami kosztuje ok. 30 $. Tyle samo zapłacimy za miejsce na namiot (2 osoby). Holiday parki posiadają kuchnie (uwaga! najpopularniejsza sieć holiday parków Top 10 oferuje niestety kuchnie bez naczyń, poza tym małym uszczerbkiem holiday parki w tej sieci sa naprawdę godne polecenia!!!!), pralnie, suszarnie i dostęp do Internetu, podobnie jak w przypadku backpakers dodatkowo płatne. Można również wynająć kabinę o różnym stopniu wyposażenia (od samych łóżek po w pełni samodzielną z łazienką i kuchnią). Ceny od 50 $.
Przykładowe ceny biletów wstępu:
- Hangi (pokazy maoryskiej kultury wraz z kolacją + nocne zwiedzanie Rainbow Springs – rezerwatu przyrody) – 131 $/os
- Rewa’s village (zrekonstruowana wioska maoryska) – 5 $/os
- Burried village (rekonstrukcja wioski zniszczonej w 1886 roku przez wybuch wulkanu, dziś wioska leży u podnóży góry Tarawera) – 27 $/os
- Obszar geotermalny Wai-o-tapu – 27,50 $/os
- Wejście do Natural Wonders (wycieczka ośmiokołowcami do naturalnych miejsc siedliskowych kormoranów, fok, pingwinów żółtookich i niebieskich) – 50 $/os
- Wejście do rezerwatu albatrosów królewskich (oferta z przewodnikiem) – 38 $/os
Inne przykładowe ceny:
- Butelka wina Sauvingnon Blanc od 15 $/ kieliszek w restauracji od 8 $
- Kawa od 3 $ do 4,50 $
- Bagietka 2,29 $
- Chleb tostowy ok. 3 $
- Słoik dżemu 2,39 $
- Mleko 2,25 $
- Kostka masła 2,99 $
- Kiwi 5,99 $/kg
- Jabłka 4,99 $/kg
- Pomidory 2,99 $/kg
- Żółty ser (12 plastrów) 4,99 $
Ponadto:
- Informacja turystyczna. Wszędzie. Nawet w najmniejszych miasteczkach są punkty informacyjne. Prowadzą do nich znaki. Można się w nich dowiedzieć rzeczy, których nie znajdziemy w przewodnikach. Warto też tuż po przylocie przejrzeć katalogi (np. AA czy Jones). Jest w nich masa voucherów na zniżki i można trochę oszczędzić.
- Słońce. W Nowej Zelandii odnotowuje się bardzo dużo zachorowań na raka skóry. Promienie słoneczne są bardzo intensywne (nawet przez chmury) i warto wziąć krem z filtrem.
- Biosecurity. Po przylocie do Nowej Zelandii należy wypełnić formularz, który zawiera pytania o rzeczy i produkty wwożone do tego kraju. Należy zdeklarować, czy przywozi się nasiona, produkty roślinne i zwierzęce (lepiej ich po prostu nie brać). Jest też pytanie o sprzęt turystyczny i o to, czy w ostatnim czasie nie przebywaliśmy na farmie. Kanapki lepiej zjeść przez lądowaniem, ale żywności pakowanej nikt nam nie zabierze. Nie należy niczego ukrywać, bo może to znaleźć jeden z sympatycznych piesków na lotnisku, które obwąchują bagaże.
- Jeśli planujecie podróż i macie dodatkowe pytania, nie wahajcie się i piszcie na adres – drsolfernus@wp.pl
-
W stronę słońca
Jeśli wysokość Chimborazo mierzyć od środka Ziemi jest ona większa niż w przypadku Mount Everest czy K2. Stojąc na szczycie jest się naprawdę blisko słońca – ponad 2.200 m bliżej niż będąc na najwyższym szczycie Himalajów. Zresztą do 1820r. Chimborazo był uważany za najwyższy szczyt świata... -
-


























































